Nasz poród w domu

W pewien wczesny majowy poranek, krótko po wschodzie słońca, obudził mnie szept Żony: Kochanie, nie chciałbyś pójść z nami na spacer? Z trudem otworzyłem zlepione snem oczy. Ujrzałem promienny uśmiech i wiedziałem, że To już. Dzisiaj urodzi się Oliwka.

Przygotowania do pododu w domu

Jakoś tak wyszło, że od samego początku, zgodnie i w naturalny sposób uważaliśmy z Żoną, że jeśli mamy rodzić, to tylko w domu. Liczba mnoga wcale nie jest tu eufemizmem. Chociaż sam akt wydalenia dziecka (jaj sobie nie robię, tak nazywa się to fachowo: wydalenie) jest ogromnym wysiłkiem ze strony kobiety, to jednak by wszystko odbyło się bez komplikacji, potrzebuje ona do tego poczucia bezpieczeństwa i wsparcia najbliższej osoby. Jeśli więc ktoś myśli o porodzie w domu, musi to być świadoma decyzja obojga rodziców. W przeciwnym razie są marne szanse na powodzenie.

Rodzić po ludzku, czyli w domu

Pięć kobiet odwiedzających Toruńską porodówkę w ramach „szkoły rodzenia” słyszy powitanie z ust ordynatora: O! Jest was pięć, zatem jedna z was urodzi przez cesarskie cięcie. Tak dla przełamania lodów. Później wcale nie jest lepiej.

Demony przeszłości – fragment

Nastoletnia dziewczyna bez pośpiechu idzie brukowanym chodnikiem jednej z Toruńskich ulic starego miasta. Mija gotycką katedrę św. Janów majestatycznie górującą nad okolicą. Strzeliste mury zsyłają przechodniom kojący cień, chroniąc ich przed gorącem sierpniowego dnia. Nastolatka zapatrzona w korony wiekowych dębów rosnących wzdłuż świątyni, nie zwraca uwagi na to, co dzieje się wokół. Alicja podąża za nią krok w krok, nie spuszczając z oka.

Sześć z jedenastu

Oglądałem niedawno jakiś film na Ale Kino. Fajny był, jednak to nie ma znaczenia. Po filmie, co mi się praktycznie nie zdarzyło od lat, obejrzałem również cały blok reklamowy – porażające przeżycie!

Syndicate content