Ugo I
— Ugo, zrób sobie wolne na resztę dnia.
— Ależ kapitanie, nie mogę… nie możemy sobie na to pozwolić. Jutro są przecież urodziny Ojca Świętego i… — kapitan Giles stanowczo uniósł rękę chcąc uciszyć swojego podwładnego. Młody sierżant jednak aż palił się do wymyślania powodów, dla których mógłby zostać na służbie, więc w ślad za gestem poszedł stanowczy ton wypowiedzi:
— I właśnie dlatego sierżancie, potrzebuję was jutro wypoczętego i w pełni sprawnego. — słowa te jakby nieco zbiły Ugo z tropu i zanim ten zdążył zaprotestować, kapitan kontynuował już nieco łagodniejszym tonem — Przemęczysz mi się tylko latając dzisiaj za zbłąkanymi duszami. Wiem doskonale, że bystry z ciebie chłopak. Masz, tak samo jak my wszyscy Dar, ale potrafisz z niego korzystać nie gorzej niż stary porucznik Neroli. Szkoda by było gdybyśmy nie mogli jutro wykorzystać całego twojego potencjału.
Giles dostrzegł jak celnie wymierzone pochlebstwo odnosi skutek i postanowił to wykorzystać szybko kończąc rozmowę:
— Pracowałeś praktycznie non stop przez ostatnie trzy dni. Idź chłopcze do domu, weź solidną kąpiel. Odpocznij, pomódl się. Nie wiem, umów się z jakąś dziewczyną czy coś. Po prostu nie chcę cię już dziś widzieć, a jutro masz tu być przed wschodem słońca. Wypoczęty! — Kapitan zaakcentował ostatnie słowo kładąc jednocześnie rękę na ramieniu Ugo. — No już. Możecie się odmeldować. — dłoń na ramieniu sierżanta subtelnie, acz stanowczo zaczęła obracać młodego człowieka w kierunku wyjścia.
— Tak jest kapitanie. — wymamrotał lekko oszołomiony Ugo i jak zahipnotyzowany ruszył w kierunku drzwi.
Giles zaczął się zastanawiać czy aby nie przesadził z tym pochlebstwem — Jeszcze chłopakowi woda sodowa do głowy uderzy — pomyślał, patrząc w ślad za idącym korytarzem młodzikiem. Z drugiej jednak strony kapitan czuł, że ma rację. Praktycznie każdy pracujący w Służbach Czystości Duchowej odznaczał się unikalną umiejętnością rozpoznawania zbłąkanych dusz. W najgorszym razie osoba taka potrafiła ocenić czy człowiek, którego ma przed sobą jest grzesznikiem, czy nie. Dobrzy w tej sztuce, potrafili ocenić również naturę grzechu. Nieliczni natomiast posiadali szczególną umiejętność – dzięki koncentracji byli w stanie jakby dojrzeć duchową aurę ludzi z najbliższego otoczenia. Takie osoby były oczywiście niezwykle cenne dla Służb Czystości Duchowej. Dzięki nim można było szybko i sprawnie lokalizować ogniska herezji i wypaczeń społecznych. Byli oni również nieocenieni w sytuacjach takich jak teraz, gdy trzeba było zapewnić bezwzględne bezpieczeństwo Papierza. Strategicznie rozmieszczeni stanowili idealne zabezpieczenie osoby najwyższego kapłana. Nawet jeśli w tłumie trafiłby się jakiś wywrotowiec gotowy posunąć się do najgorszego, to ludzie tacy jak Ugo, czy porucznik Neroli, byli w stanie to wyczuć, zanim jeszcze przestępca nawet pomyśli o podjęciu jakiegokolwiek działania.
Kapitan Giles nie potrafił wyjaśnić jak to jest możliwe, ale wcale go to nie martwiło. Wiedział, że jest to dar od Boga i był gotowy wykorzystać go by służyć najwyższemu jak najlepiej. Choć sam nie miał tak rozwiniętego zmysłu duchowego, jak potocznie nazywano tą umiejętność, to jednak doskonale potrafił kierować innymi, którzy posiedli ten dar. W szczególności tak wybitnie uzdolnionymi jak młody człowiek, którego właśnie odprawił do domu. Giles swoje stanowisko piastował już od ponad dwudziestu lat, a w Służbach Czystości Duchowej pracował równo czterdzieści sześć. Pojutrze, dzień po urodzinach Papierza, przypadała rocznica przyjęcia go do Służb. Z dumą myślał o tym, że za jego kadencji na stanowisku kapitana kierującego główną siedzibą SCD w Watykanie, podczas urodzin Jego Świątobliwości nigdy nie doszło do żadnego poważnego incydentu. Miał również nadzieję, że dzięki ludziom takim jak młody Ugo Acarnanus tak właśnie pozostanie. — Mimo niepokojąco rosnącej ostatnio liczby heretyków — dodał w myślach.
Ugo Acarnanus szedł nieco osłupiały długim korytarzem pierwszego piętra budynku Służb Czystości Duchowej. Rozmowa pod gabinetem kapitana trochę go zdziwiła. Z jednej strony, faktycznie ostatnie trzy dni pracował niemal non stop. Przez ten czas nawet spał w swoim skromnym biurze, ale przecież nadchodził najważniejszy dzień w roku i Ugo po prostu nie mógł odpuścić. Jak Giles mógł wysłać go do domu i to w takiej chwili? Z tym młody sierżant nie mógł się pogodzić. Z drugiej jednak strony — stary technicznie rzecz biorąc udzielił mi pochwały, na dodatek nie byle jakiej — rozmyślał — W końcu porucznik Neroli to przecież legenda wydziału śledczego. — Wprawdzie Ugo był świadom swojej wartości i nieprzeciętnych umiejętności, to jednak mimo wszystko nie sądził, że są one tak wysoko cenione. Gdyby nie znał kapitana Gilesa w ogóle, to pomyślałby, że ten po prostu chciał go spławić. Ale stary znany był z tego, że nie rzucał słów na wiatr i mówił to, co myślał. Ugo nie mógł przestać o tym rozważać. Miał dopiero dwadzieścia siedem lat i właśnie jego ego przeżywało prawdziwą ekstazę.
Odruchowo zajrzał do sekretarki:
— Vesta, masz coś dla mnie? — rzucił wychylając się z korytarza przez wiecznie otwarte drzwi do jej małego imperium. Vesta była dojrzałą i niezwykle atrakcyjną kobietą, w pełni świadomą swoich wdzięków. Spojrzała na niego znad oprawek swoich nieodłącznych okularów i z rozbrajającym uśmiechem odpowiedziała:
— Kochany, wiem, że Gil wywalił cię do domu. Bądź więc grzecznym chłopcem i posłuchaj starego. Znajdź sobie jakieś jakieś miłe towarzystwo i w końcu odpocznij. — Docinek otrzeźwił nieco Ugo, na tyle by spróbować się odgryźć:
— O właśnie, a propos miłego towarzystwa! Zapraszam cię dzisiaj na kolację, Mamo. — odpowiedział z niewinnym uśmiechem. Vesta natomiast niewzruszona aluzją do swojego wieku odpowiedziała:
— Uważaj o co prosisz, mój drogi. Mogłabym przećwiczyć z tobą takie grzechy, po których przez tydzień bałbyś się pokazać w tym domu czystości. — Odpowiedzi towarzyszył iście szelmowski uśmiech. Odkąd tu pracował i odkąd poznał Vestę, prawdziwą mistrzynię w swoim fachu, oboje przypadli sobie do gustu i z czasem podobne zaczepki słowne stały się ich codzienną formą rozładowania napięcia. Vesty trudno było nie lubić. Świetnie wykonywała swoją pracę, a przy tym była pogodna, dowcipna i oczywiście niesamowicie piękna. Mimo że była prawie dwukrotnie starsza od Ugo, ten nie raz rozmyślał o tym, że chciałby jednak kiedyś zaprosić ją do siebie i…
— Oj, kochany! Wiem o czym myślisz, więc może lepiej śmigaj już do domu. — Vesta podobnie jak wszyscy w SCD miała Dar. Na dodatek najwyraźniej lata pracy za biurkiem, okraszone tymi dwuznacznymi rozmowami, uczyniły ją niezwykle czułą na wszelkie nieczyste myśli dotyczące niej samej. Ugo spłonił się nieco i zawstydzony, że pozwolił się przyłapać, wybąkał uprzejme pożegnanie, po czym szybko zszedł po schodach by umknąć na ulicę w poszukiwaniu przestrzeni i chwili wytchnienia. Z goryczą pomyślał, że mimo wszystko Vesta na prawdę musi być warta grzechu.
Dodaj nowy komentarz