Sześć z jedenastu
Oglądałem niedawno jakiś film na Ale Kino. Fajny był, jednak to nie ma znaczenia. Po filmie, co mi się praktycznie nie zdarzyło od lat, obejrzałem również cały blok reklamowy – porażające przeżycie!
Sześć z jedenastu reklam próbowało sprzedać mi jakieś farmaceutyki. A to tabletki na wzdęcia, a to coś na prostatę, ból głowy albo pleców. Przerażające, bo wychodzi na to, że jesteśmy narodem lekomanów. Tzn. ja tam jestem wolny od tego nałogu, ale podobno Polska to jeden z krajów, gdzie używa się najwięcej leków (niektórzy twierdzą, że 34 opakowania farmaceutyków na głowę rocznie!). Coś chyba w tym jest, bo znam ze cztery osoby, które są przedstawicielami medycznymi – to ci co wchodzą do lekarza bez kolejki i rozdają wycieczki w zamian za wybór cudownych medykamentów, produkowanych przez ich chlebodawcę. Nic do nich nie mam – praca jak każda inna – smutne, że potrzebna.
Do tego lekarze, często na życzenie samych pacjentów, walą na ślepo antybiotykami. W aptece znajdziemy nawet Tabletki na wszystko™. Zwolnienie dostanie każdy, wystarczy, że spóźni mu się okres o jeden dzień – wiadomo, ciąża to tak niebezpieczny stan, że lepiej nie ryzykować. Już nawet człowiek pierdzieć nie musi, bo nawet od tego są tabletki… tylko co z tym gazem potem się dzieje? Wolę nie myśleć.
A wątroba i nerki muszą oczywiście to wszystko przetrawić. Ale to przecież nie problem. W końcu na wątrobę i nerki też coś się znajdzie w aptece. Eh, chyba nic nie niszczy tak zdrowia jak leki.
Dodaj nowy komentarz