Sycylia z podróży poślubnej: Etna
Tak blisko, a jednak tak daleko.
Z tego miejsca przejechaliśmy jeszcze dobre 100km
zanim mogliśmy udać się na pieszą wędrówkę.
Dzień szósty: Etna
Etna, wznosząca się na wysokość 3326 m n.p.m., to jeden z największych czynnych wulkanów na świecie. Dzisiaj z powodu niedawnej erupcji nie mamy szansy na dotarcie w pobliże jej szczytu. Planujemy więc zwiedzić przynajmniej jej możliwie najbliższe okolice. Jak się okazuje i to nie jest łatwym zadaniem. By dotrzeć do Parco Regionale dell'Etna musimy zjechać z głównej drogi i przedrzeć się przez otaczające park miasteczka. Szybko mamy więc okazję przekonać się jak fatalnie oznaczone są włoskie drogi drugiej i trzeciej kategorii.
Początkowo to co czarne braliśmy za zwykłą ziemię,
w rzeczywistości jednak był to pył wulkaniczny
regularnie wypluwany przez Etnę.
W nadziei na ułatwienie sobie zadania zapytaliśmy o drogę na rynku jakiegoś małego miasteczka. Zaczepiony mieszkaniec mówi jedynie po włosku i to w dialekcie, z którego kompletnie nic nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Mimo to starszy, pełen entuzjazmu pan próbuje nam bezskutecznie wytłumaczyć gdzie jechać. Rozumiemy jedynie w którym mniej więcej kierunku powinniśmy się udać ale to tylko dzięki jego niezwykle energicznej gestykulacji. Do naszej „rozmowy” dołączają jeszcze dwie osoby i szybko okazuje się, że każda z nich ma inną tego jak moglibyśmy dotrzeć do naszego dzisiejszego celu. Koniec końców decydujemy się skorzystać ze wskazówek najgłośniej argumentującego swoje racje i ruszamy dalej.
Niestety polecona nam trasa szybko zamienia się w krętą, dwu i półmetrowej szerokości ścieżkę, stromo pnącą się pod górę. Próba wjechania nią spełza na niczym i musimy wracać na dół. Tyłem. Ostatecznie po godzinie udaje nam się trafić na jakąś bardziej obiecującą drogę. Niestety wyjeżdżając zza kolejnego ciasnego zakrętu nadziewamy się na barierę nie do pokonania – prawie dziesięciometrowej wysokości ścianę zastygłej lawy, która przelała się przez jezdnię i zmiotła ze sobą całe hektary okolicznego lasu. Widok jest po prostu paraliżujący. Na szczycie zastygłego potoku lawy, niczym bezradne mrówki, pracują koparki i buldożery, które zapewne mają oczyścić drogę. Ich trud wydaje się być daremny, gdyż wygląda na to, że chyba prościej byłoby wykopać w tej dopiero co powstałej ścianie tunel niż próbować ją usunąć.
Wreszcie, po południu udaje nam się dotrzeć do schroniska Rifugio Citelli sterczącego na pustkowiu zasypanym wulkanicznym pyłem. Miejscowy przewodnik proponuje nam przejażdżkę dżipem w okolice świeżo wylanej lawy, ale cena 50 euro za osobę jest poza naszym zasięgiem. W zamian prosimy o wskazanie jakiejś ciekawej trasy na pieszą wędrówkę, która mogłaby potrwać do zachodu słońca – to właśnie dla niej targaliśmy z Polski ciężkie buty trekingowe. Dostajemy mapę, na której gość długopisem rysuje jakieś nierówne kreski, bo jak się okazuje część szlaku nie jest w ogóle oznakowana ani co gorsze zaznaczona na mapie. Szczerze mówiąc jego porady nic nam nie mówią, ale postanawiamy udać się w drogę. Po górach chodziliśmy nie raz i taka wycieczka wydaje nam się świetnym pomysłem. Jak się potem okazuje, było warto.
Docieramy na położony na wysokości 2248 m n.p.m. szczyt, z którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na około 400 metrowej głębokości ogromny kocioł. Po jego przeciwnej stronie wznosi się dostojna, dymiąca Etna. Zdecydowanie jest na co popatrzeć. Niestety czasu zostaje nam nie wiele, bo słońce lada moment zajdzie za górami a potem za horyzontem. Wędrówki po ciemku, w trudnym, nieznanym terenie nie są tym co uznalibyśmy za rozsądne.
Aż do tego miejsca udało nam się dotrzeć ledwie widocznym szlakiem. Dalej, by nie wracać tą samą drogą postanawiamy skorzystać z porady przewodnika i wrócić na dół robiąc małą pętlę. Niestety szlak po pewnym czasie się urywa, a my musimy podjąć trudną decyzję: wrócić całą trasą i pokonać jej połowę już po zachodzie słońca, czy próbować zejść na dół na wyczucie. Decyzja nie jest łatwa – chodzenie po ciemku po stromych zboczach pokrytych sypkim zdradliwym żwirem to dość niebezpieczne zajęcie, podobnie zresztą jak opuszczenie szlaku. Dookoła, prawdopodobnie w promieniu kilku kilometrów, nie ma żywego ducha, więc i pytać o drogę nie ma kogo.
Jeśli myślisz, że wycieczka bo zboczach Etny,
to zwykły spacer po parku…
znajdź na tym zdjęciu człowieka.
Decydujemy się na drugie rozwiązanie i wybieramy zejście z pozoru łagodnie opadającym prostym zboczem. Szybko jednak to łagodne zejście zamienia się w strome osuwisko żwiru i połamanych drzew. Jego pokonanie wystawia nasze nerwy na prawdziwą próbę. Każdy krok grozi niebezpiecznym upadkiem lub co gorsza może skończyć się wpadnięciem do jednej z tysięcy zdradliwych szczelin ukrytych pod warstwą wyrwanych z ziemi krzaków i liści. Pokonujemy je w pełnej napięcia ciszy, pomagając sobie nawzajem na każdym kroku. Rozumiemy się bez słów więc możemy w pełni skupić się na każdym stawianym kroku. Parę razy niebezpiecznie tracimy równowagę, a przewrócenie się to gwarancja jazdy na dół, na którą żadne z nas nie ma najmniejszej ochoty. Wydaje nam się, że ta przeprawa trwa wieczność.
Na szczęście u stóp zbocza okazuje się, że wybraliśmy drogę, która doprowadziła nas z powrotem na szlak, niemal tuż przy jego początku. Spoglądamy za siebie i widzimy wysoką, prawie pionową ścianę pokrytą grubą warstwą wulkanicznego żwiru i pyłu, w którym dosłownie grzęźliśmy po kostki. Pył ten mamy wszędzie na sobie, pod ubraniem, we włosach, ustach, butach i oczywiście plecakach, ale możemy odetchnąć z ulgą.
Zaschnięte i zasypane pyłem wulkanicznym
zbocza Etny to prawdziwy kontrast
z pełnym zieleni, kwitnącym krajobrazem Sycylii.
Do samochodu docieramy tuż przed zachodem słońca, ku wyraźnej uldze miejscowego przewodnika. Niestety znowu musimy szukać noclegu po omacku, bo zostawanie na noc w górach nie było naszym planem. Droga na wybrzeże jest daleka i zajmuje nam kilka godzin. Chcemy dotrzeć w pobliże Katanii, jednak jesteśmy potwornie wykończeni naszą górską wędrówką i każdy nadmorski camping powitalibyśmy z otwartymi ramionami. Jak na złość co chwila trafiamy na zamknięte lub znacząco oddalone od morza lokalizacje…
Dodaj nowy komentarz