(s)Porno dla ciebie i twojego dziecka
Temat gry komputerowej zatytułowanej Spore, jakiś czas temu postanowiłem pominąć milczeniem. Tytuł ten jest dla mnie trochę jak zapowiedź nowej inkarnacji M jak miłość, czyli delikatnie ujmując nieszczególnie pasjonujący. Dzisiaj jednak będąc zaatakowanym na trzech frontach na raz, po prostu pękłem.
Czym jest spore? Spore to taki fenomen marketingowy zrodzony na fundamentach całkiem oryginalnego pomysłu na grę komputerową. Jej główny pomysłodawca, guru branży Will Wright, słynący z takich wynalazków jak Sim City czy kochaj albo rzuć przemysłu gier komputerowych - The Sims, któregoś dnia zadał sobie pytanie „a gdyby tak zrobić grę o ewolucji?”. Gdy już je sobie zadał to zadumał się chwilę, po czym przyłożył do tej idei swój boski palec oraz grube miliony dolarów zarobione na tasiemcu The Sims i tak powstało Spore. Daruję sobie dalsze wywody, bo wszędobylskość Spore jest wręcz przytłaczająca, jeśli ktoś zaś na prawdę nie słyszał o tej grze odsyłam choćby do wikipedii.
Sądząc po sukcesie poprzedniego dzieła Wila Wrighta, czyli The Sims, można by śmiało dojść do wniosku, że Spore skazane jest na sukces. Tym bardziej, gdy za projektem stoją solidne stosy zielonych druczków wydawanych przez rząd USA, a dostarczanych przez wydawcę gry, firmę Electronic Arts - kolejnego giganta przemysłu gier komputerowych w tym równaniu. Dodajmy więc dwa do dwóch, a dokładniej 10 mln dolarów do 10 mln dolarów, bo tyle kosztowały prace nad tym projektem jeszcze w październiku 2006 roku (przynajmniej tak donosił wtedy The New York Times) i otrzymujemy marketingowy majstersztyk firmowany jednym z najlepszych nazwisk branży.
Dlaczego majstersztyk? O Spore przeczytać i usłyszeć można dzisiaj wszędzie. Dokładnie tego dnia gdy to piszę Spore zaatakowało mnie na trzech frontach: w poczcie wprost z cnn.com, na jednym z ulubionych portali z grą (kolejny artykuł o tym jakie to Spore jest cudowne) i oczywiście reklamą na innym, niezależnym portalu. Nie ma chyba szanującego się serwisu internetowego, który nie wspomniałby o tym tytule. Spore pokazywało CNN i pisały o nim drukowane dzienniki. National Geographic przygotowało program dokumentalny, który w oparciu o grę Spore ukazuje różne aspekty ewolucji. Do samej gry wydany został świetnie sprzedający się płatny dodatek (w cenie 9,99 USD). Dodatkowo gracze mogą kupić kubki, koszulki i inne gadżety ze stworzonymi przez siebie kreaturami pochodzącymi oczywiście z gry… a wszytko to jeszcze przed premierą samej gry! Premiera nastąpi dopiero 5 września tego roku. Po prostu pogratulować genialnego pomysłu na zarobek. Oby tylko nie ogłupiał on tak jak masowo produkowane The Sims.
Eee a co z tym porno? Tutaj właśnie dochodzimy do najciekawszego aspektu związanego ze Spore. Owszem fenomen płacenia za dodatek do gry, która jeszcze się nie ukazała jest oczywiście ciekawy, ale (s)Porno jest jeszcze lepsze . Zacznijmy jednak od początku. (s)Porno, a dokładniej SPORN, to ukuty przez dziennikarzy zlepek dwóch słów: porno i oczywiście tytułu gry, czyli Spore. Gdy tylko „Fabryka stworów” ukazała się na rynku gracze mogli samodzielnie zacząć produkować najróżniejsze kreatury, tak samo jak będą mogli to robić w finalnej grze. Po wyprodukowaniu stwora można obejrzeć go w akcji jak biega w kółko czy tańczy. Niby niewinna zabawa… a jednak. Jak sam autor gry stwierdził:
„When you give players creative control, you have to expect they're going to do the unexpected.” – Czyli po naszemu: „Gdy dajesz graczom możliwość tworzenia, oczekuj po ich twórczości czegoś nieoczekiwanego”.
Prawdę mówiąc nie wiem czy biegające penisy, lub jak kto wrażliwszy woli, stwory o fallicznych kształtach, to w takiej sytuacji coś niespodziewanego . Zresztą zobaczcie sami:
Oczywiście pruderyjni amerykanie nie wytrzymali. Oburzenie mediów nagłaśniających niepokojący temat biegających fallusów odniosło skutek. Wydawca zaczął po prostu straszyć twórców tego oryginalnego gatunku sieciowego porno, bliżej nieokreślonymi konsekwencjami. Z YouTube usunięto całą masę przekomicznych stworów. Te zaprezentowane powyżej pewnie też niedługo znikną . Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że zamiast śmiać się zdrowym śmiechem, ludzie porównują fenomen (s)Porno do dziecięcej pornografii:
„I consider this very similar to child pornography, at least to the extent of distributing the material to children”
I są to słowa osiemnastolatka!!?? Przecież dla niego powinna to być najśmieszniejsza rzecz na świecie! Na prawdę to przecież nie jest najgorsza rzecz jaką ludzie mogą zrobić:
Na szczęście do walki dołączyły się również feministki, efektem czego stwory w kształcie penisa mogą cieszyć się teraz towarzystwem vaginatora i jego (a może jej) krewniaków .
The Fuck Slug
He he faktycznie, fenomen Spore, jest fenomenalny: http://www.youtube.com/watch?v=vnUXnnH6sY0&feature=related
The Fuck Slug
Dodaj nowy komentarz