Pocztówka ze Słowenii
Niestety poza imponującą panoramą, Budapeszt
za bardzo przypominał mi paskudnie zapuszczone
i brzydkie dzielnice Łodzi niż wychwalaną stolicę
Europejską.
Tym razem mamy za sobą wypad krajoznawczy do Słowenii, z małym przystankiem na Węgrzech. O jednej nocy u Madziarów wiele do napisania nie mam, ponad to, że paskudnie gotują i nie sposób się z nimi dogadać… za co musieliśmy dodatkowo zapłacić w pewnej restauracji, bardzo dobrze pamiętającej jeszcze czasy komuny.
Słowenia to na szczęście już co innego. Ten mały kraik z liczbą mieszkańców niewiele większą niż populacja Warszawiaków pełen jest ukrytych niespodzianek. Dla osób uprawiających turystykę górską to prawdziwy raj pełen bratnich dusz - około 80% mieszkańców Słowenii regularnie chodzi po górach! Wyjaśnienie tego jest dość proste - wystarczy spojrzeć na mapę fizyczną tego kraju - jest tutaj chyba więcej szczytów górskich niż mieszkańców I na prawdę jest tam co oglądać!
Co jednak najbardziej nas zaskoczyło to wybrzeże. Choć skromne bo liczące może raptem kilkadziesiąt kilometrów linii brzegowej, jest po prostu cudowne. Klimat i kulturę śródziemnomorską czuć tu pełną gębą. Prawdę mówiąc bliżej temu regionowi do Italii niż słowiańskiej Słowenii. Nie bez powodu zresztą, gdyż ta część kraju 800 lat temu była częścią republiki Weneckiej! Sprawa bynajmniej nie jest banalna - sporą część lokalnej społeczności stanowią włosi. Na całym wybrzeżu widzimy tablice informacyjne, znaki drogowe, a nawet nazwy ulic, w dwóch językach - słoweńskim i włoskim.
Jaskinie w Postojnej, to chyba najgorzej wydane
38 euro w naszym życiu. Tyle właśnie kosztują
dwa bilety wstępu. Warto to miejsce zobaczyć,
ale zdecydowanie nie za takie pieniądze.
Klimat, atmosfera i wreszcie lokalizacja sprawiają, że w Piranie, małym rybackim miasteczku, po prostu chcę zostać. Autentycznie, zwyczajnie w świecie, wyprowadzić się z naszego paskudnie umiarkowanego klimatu i przenieść się w to cudownie spokojne, leżące dosłownie na morzu, miejsce. Jest środek sezonu, a mimo to turystów jest tutaj jak na lekarstwo. I bardzo dobrze! Cudownie czyste i ciepłe morze wokół skażone jest chyba tylko i wyłącznie przepysznymi owocami morza
Piran - wioska rybacka na mikroskopijnym cyplu
wbijającym się w Adriatyk. Osiadłbym tu
chyba bez mrugnięcia okiem.
Chrzanić Ljubljanę, klimatyczną stolicę wielkości Torunia. Chrzanić przepiękne góry z tysiącami szlaków. Z całej Słowenii Piran to po prostu miejsce, gdzie od zaraz gotowy jestem zakotwiczyć się na bardzo długo. Takie uczucie miałem tylko raz, na Sycylii. Gorąca chęć zamieszkania tutaj i teraz, w tym miejscu. Z ciepłym morzem wylewającym się na ulicę przed domem. Z niesamowicie zielonymi górami za moimi plecami. Z tą wąskouliczkową prowincjonalnością przesiąkniętą włoskim aromatem… a w zasadzie, skoro i tak pracuję w domu i nie zamierzam tego zmieniać, to czemu by nie? Jedno zostało postanowione - następna nasza rocznica ślubu to kilka dni spędzonych w apartamencie z widokiem na morze, właśnie w tym miejscu, dosłownie dwa kroki od krystalicznie czystej wody
Dodaj nowy komentarz