Nietypowy test banków: Część druga
W poprzedniej części mojego testu banków w sumie to niewiele przetestowałem. Ponudziłem trochę dlaczego w ogóle porwałem się na tą opowieść i czego tak na prawdę w bankach szukałem. Tym razem obiecuję, że się poprawię – przedstawiam bowiem relację z rozmów z pierwszymi bankami na liście. Na pierwszy ogień idzie BRE Bank i Kredyt Bank.
Od BRE Banku wszystko się zaczęło (o tym pisałem poprzednio). Wiedziałem że BRE ma usługę Wirtualnych Kont, która mnie interesuje niestety nie wiedziałem jak się nazywa. Postanowiłem zacząć więc od lokalnego oddziału – przywitano mnie tam dość nietypowo, ale na szczęście pracownikowi szybko udało się zrozumieć czego mi trzeba. Okazało się, że szukam Identyfikacja Płatności Handlowych. Rozmowa była krótka i rzeczowa, niestety niczego się z niej nie dowiedziałem. Musiałem czekać tydzień aż specjalista zorientowany w temacie wróci z urlopu.
Po tygodniu, zgodnie z obietnicą zadzwonił Pan Adam Chałupczak. Szybko dowiedziałem się, że usługa IPH jest stosunkowo tania – kosztuje zaledwie 0,30zł za przyjęcie przelewu na wirtualny rachunek. Pojawił się jednak inny problem – koszt prowadzenia rachunku bankowego (obowiązkowe w przypadku każdego z banków) wynosi aż 90zł miesięcznie. Przy 100 czy 500 przelewach miesięcznie jest to dość dużo. Tym bardziej, że taki rachunek istniałby tylko i wyłącznie w celu przyjmowania płatności i przekazywania ich do innego banku gdzie mamy firmowe konto (i nie zamierzamy tego zmieniać). Ostatecznie umówiliśmy się na spotkanie w banku (proponowano mi spotkanie u mnie w firmie, ale wygodniej było mi zajechać do banku) z osobą dobrze znającą temat od strony technicznej – sama usługa to jedno, ale warto też wiedzieć jak z niej korzystać.
Spotkanie zaczęło się dość swobodnie, pracownicy wyrazili żywe zainteresowanie naszymi usługami, trochę sobie pożartowaliśmy po czym przeszliśmy do konkretów. Moi rozmówcy byli dobrze zorientowani w temacie, niestety po chwili okazało się, że problem stanowi automatyzacja procesu. Raporty o wchodzących płatnościach trzeba generować ręcznie na stronie banku – czyli każdego dnia ktoś z mojej firmy musi zalogować się na stronę banku, tam wyklikać okres dla którego ma zostać wygenerowany raport i wreszcie zapisać sam raport na dysku. Dopiero potem można go zaimportować do naszego systemu informatycznego. Sprawa okazała się podwójnie problematyczna, gdy w domu wypróbowałem wersję demonstracyjną interfejsu użytkownika. Po prostu koszmar, zgroza i w ogóle tragedia! Przedpotopowy interfejs skutecznie utrudnia pracę, nie mówiąc już o tym że zawiera błędy! W oka mgnieniu wyobraziłem sobie codziennego „kurwa” giganta, którego miałaby osoba generująca raporty płatności.
BRE Bank, jak zresztą każdy inny bank, skutecznie utrudnia integrację nie udostępniając żadnego API. Można wprawdzie wykupić usługę iBRE Connect, która potrafi automatycznie pobierać wszystkie niezbędne raporty i zapisywać je w wybranym miejscu na dysku… z drugiej jednak strony wymaga to zainstalowania aplikacji (Windows only), jest to płatne około 100zł miesięcznie (cena nie jest jeszcze ustalona, ponieważ to „nowatorskie” rozwiązanie jest jeszcze w fazie testów) i na dodatek wymaga wniesienia opłaty instalacyjnej. Jedyne 1000zł. Pracownicy zapewniali mnie jednak, że jeśli zgodzę się być przez miesiąc królikiem doświadczalnym (wspomniałem już, że usługa jest dopiero testowana?) to nie będę musiał płacić tego 1000zł.
Reasumując – w BRE Banku opłata jednostkowa za przelew przychodzący jest niewysoka, ale wszystkie „okoliczne” koszty skutecznie zniechęcają. Z jednej strony jestem bardzo pozytywnie zaskoczony miłą obsługą i indywidualnym podejściem do klienta – BRE Bank jako jedyny zaprosił mnie na indywidualne spotkanie – z drugiej, łączny koszt usługi i dodatkowe komplikacje z raportami płatności skutecznie odstraszają.
W tym miejscu pora na małe interludium. Z BRE Bankiem rozmawiałem w pierwszej kolejności i bardzo wiele mi to pomogło, właśnie ze względu na osobiste spotkanie i wyczerpującą rozmowę. Dowiedziałem się jak mniej więcej działają tego typu usługi i na co zwracać uwagę przy ich wyborze. Rozmowa z nimi była najdłuższa i taka jest również z niej relacja. Przy następnych rozmowach wiedziałem już o co pytać i czego szukać, więc wszystko poszło dużo sprawniej. Postanowiłem najpierw dokopać się do niezbędnych informacji na stornach internetowych Banków. Jak się okazało potem – bardzo słusznie, ponieważ każdy bank nazywał usługę wirtualnych kont inaczej i nie zawsze pracownicy wiedzieli o jej istnieniu. Dzwoniąc, wiedziałem już o co dokładnie pytać i nie traciłem bez sensu czasu na tłumaczenie o co chodzi.
Pora na Kredyt Bank, dla kontrastu tutaj poszło bardzo szybko, choć topornie. Wybrałem numer infolinii i zapytałem o System Płatności Masowych. Na infolinii pani nie bardzo miała pojęcie na ten temat. Uzyskanie informacji było bardzo toporne – cały czas miałem wrażenie, że rozmawiam ze ścianą: zadawałem pytanie, a odpowiadała mi cisza. Jakby osoba na drugim końcu na coś czekała. W końcu udało mi się dowiedzieć jakie są ceny prowadzenia konta (39zł) i miesięczny abonament za usługę (30zł). Gdy zapytałem o opłatę za przyjęcie płatności, osoba na drugim końcu kabla pomyliła je z opłatami za zwykły przelew wychodzący. Po chwili jednak wydukała 0,4% kwoty wchodzącej… nie mniej jednak niż 5zł! To w zasadzie z miejsca zdyskwalifikowało Kredyt Bank i pozbawiło sensu dalsze drążenie tematu z mojej strony (choćby pytania odnośnie sposobu uzyskiwania raportów płatności).
Reasumując – w Kredyt Banku udało się uzyskać informacje na infolinii. Niestety było to bardzo trudne. Na prawdę nie chciałbym żeby moi pracownicy w ten sposób obsługiwali telefonicznie klientów. Ponadto jest też prawdopodobne, że uzyskane na infolinii ceny są niepełne lub po prostu błędne. Sugerować to może opłata w wysokości 5zł za wchodzący przelew. Wtedy jednak nie byłem tego świadom – Kredyt Bank był w końcu drugim, do którego zadzwoniłem. W tej chwili jednak zrażony fatalną obsługą telefoniczną nie mam już ochoty dzwonić tam ponownie.
W tym miejscu chciałem jeszcze napisać o następnym banku w kolejce (Invest Bank), ale niestety żona wyciąga mnie by uczynić zadość nowej świeckiej tradycji – czyli wizycie w galerii handlowej. Pantoflarz nie jestem, ale dałem dzisiaj słowo że wzorem masy tam właśnie się udamy… O! jeszcze do tego wszystkiego telefon dzwoni
Mniej lub bardziej
Mniej lub bardziej kompetentni pracownicy znajdują się w każdym banku. Akurat Kredyt Bank szczególnie "poległ" w mojej ocenie bo braki wiedzy właściwie niedopuszczalne. Przy bezpośredniej rozmowie może dojść do pomyłek ale na stronach internetowych banku powinny być informacje w 100% zgodne z rzeczywistością.
@Witek - mógłbyś darować
@Witek - mógłbyś darować sobie ten chamski spam kredytowy. Swoją drogą nawet nie przeczytałeś tekstu ze zrozumieniem. Na stronie banku były informacje zgodne z rzeczywistością, tylko niepełne. Zresztą to chyba normalna praktyka, że przy szczególnych usługach nie podaje się pełnych informacji w nadzei że uda się wciągnąć klienta podczas bezpośredniego kontaktu.
Pingback
[...] poprzedniej części testu pisałem o BRE Banku i Kredyt Banku. W sumie niewiele ciekawego się działo, poza tym że mieliśmy okazję dowiedzieć się jak nie [...]
Pingback
[...] tapecie był już BRE Bank i Kredyt Bank, ostatnio pisałem o Invest Banku, Fortis Banku i moim ulubieńcu – Banku Pocztowym. No prawie [...]
Pingback
[...] medal. Oczywiście dalej nie jest już tak różowo, bo pani Karolina ma wątpliwości co do mojej ostrej opinii na temat (mówiąc oględnie) fatalnego interfejsu użytkownika platformy transakcyjnej BRE banku. [...]
Dodaj nowy komentarz