Nasz poród w domu

W pewien wczesny majowy poranek, krótko po wschodzie słońca, obudził mnie szept Żony: Kochanie, nie chciałbyś pójść z nami na spacer? Z trudem otworzyłem zlepione snem oczy. Ujrzałem promienny uśmiech i wiedziałem, że To już. Dzisiaj urodzi się Oliwka.

Skurcze trwały już od kilku godzin, ale nie były jeszcze zbyt częste. Zwlokłem się z łóżka (choć podekscytowany, nie wpadałem w panikę, bo i po co). Szybki prysznic, małe śniadanie i ruszyliśmy do lasu. Słońce grzało jeszcze trochę nieśmiało, a poranne rześkie powietrze napełniało nas energią, która przyda się za kilka godzin. Skurcze powoli nasilały się zmuszając nas do postojów co kilkanaście, kilkadziesiąt minut. Było naprawdę cudownie. Relaksowaliśmy się ładując akumulatory i uwieczniając ostatnie chwile „z brzuszkiem”. Czas płynął szybko.

Wróciliśmy do domu po dobrych dwóch godzinach. Skurcze co dziesięć minut. Żona jak zwykle bagatelizowała sprawę, ale dała się przekonać by zadzwonić do położnej. Kilka minut spokojnej rozmowy, a ja czułem, że To już niedługo. Wsadziłem Żonę pod ciepły prysznic, co podobno przynosi ulgę podczas skurczów (faktycznie podziałało). Mamy fajną, dużą kabinę prysznicową, więc usiadła sobie w niej wygodnie na krześle ogrodowym. Ja w tym czasie wyskoczyłem do sklepu i po grzejnik elektryczny, żeby w razie czego dogrzać mieszkanie dla małej Oliwki.

Po powrocie, zanim zdążyłem wydobyć Żonę spod prysznica, przyjechała położna. Skurcze co cztery minuty. Oliwka zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Sprawdziliśmy rozwarcie – osiem centymetrów. Żona spokojnie podreptała sobie do pokoju, gdzie podłączyliśmy ją do KTG. Pomiar trwał dobre trzydzieści minut. W tym czasie przyszła mama wsłuchiwała się w swoje ciało, w poszukiwaniu najlepszej pozycji. Spokojna, a jednocześnie skupiona, powoli kołysała się stojąc oparta o stół. Przysiadała między skurczami na krześle by dać odpocząć nogom. Pani Beata w tym czasie przygotowywała sobie miejsce pracy. Mieliśmy przysłonięte rolety, z głośników sączył się Bob Marley. W którymś momencie pojawił się lekarz, który organizował cały poród.

Po godzinie czternastej Żona poczłapała po raz kolejny do łazienki. Wtedy Oliwka stwierdziła, że to najlepszy moment na przebicie pęcherza płodowego – na kafle chlusnął płyn owodniowy. Szybkie macanko i okazało się, że mamy już dziesięć centymetrów rozwarcia. Żona, coraz bardziej skupiona na tym co dzieje się z jej ciałem, została oddelegowana z powrotem do dużego pokoju. Potem zaczęły się oględziny wód płodowych. Zrobiło się trochę nerwowo, bo płyn okazał się lekko zielonkawy, choć ja powiedziałbym raczej, że ma żółtawy odcień. Zielone wody płodowe to przesłanka do zakończenia porodu w szpitalu, na szczęście lekarz zadecydował, że zostajemy. Przyznam szczerze, że na tym etapie nie wyobrażałem już sobie transportu do szpitala.

Od tego momentu wszystko potoczyło się dość szybko. Oliwka zaczęła przeciskać się coraz niżej, dając mamie sygnały, kiedy trzeba jej pomóc – to zaczęły się skurcze parte. Siedziałem teraz na krześle, za plecami kucającej Żony, podtrzymując ją pod pachami. Dziewczyny stwierdziły jednak, że przyda się im trochę ruchu i do końca porodu cała nasza trójka ćwiczyła przysiady. Gdy przychodził skurcz Żona kucała, gdy ustępował, wstawała by dać odpocząć nogom. Nieźle się przy tym nagimnastykowaliśmy. Oliwka w tym czasie konsekwentnie brnęła w dół.

Zanim jednak Oliwka wystawiła główkę na zewnątrz dała sygnał do odpoczynku i mama zaczęła przysypiać między skurczami, które teraz nieco osłabły i zmniejszyła się ich częstotliwość. W szpitalu w takiej sytuacji rodząca dostałaby oksytocynę na pobudzenie skurczów. Syntetyczny hormon oczywiście doprowadziłoby do nadmiernych i bolesnych skurczów, które trzeba by łagodzić środkami przeciwbólowymi… te z kolei mogłyby osłabić skurcze więc trzeba by podać więcej oksytocyny. W końcu zestresowana matka i zdezorientowane dziecko zaczęłyby wariować i personel medyczny w panice zarządziłby cesarkę.

Na szczęście nie byliśmy w szpitalu i na sugestie lekarza co do podania oksytocyny, wszyscy (ja, Żona i położna) zgodnie powiedzieliśmy „nie”. Zamiast tego daliśmy odpocząć dziewczynom. Tętno Oliwki było równe i mocne – nie było więc potrzeby jej popędzać. Gdy po dwudziestu minutach skurcze znowu się nasiliły, wróciliśmy do pracy.

Niestety okazało się, że Oliwka oprócz główki, próbuje przepchnąć też od razu jedną rączkę, przyciskając dłoń do policzka. To spowodowało, że mimo silnych skurczów i ciężkiej pracy Żony, nasz córka przemieszcza się bardzo powoli. Teraz również lekarz chciał „pomóc” i zaczął zabierać się do „wypychania” Oliwki na zewnątrz (robi się to poprzez silny nacisk na brzuch). Wiedziałem, że nie jest to zabieg, którego teraz potrzebujemy i stanowczo się sprzeciwiłem. Wiedziałem, że doktor ma dobre chęci i czuje się trochę niepotrzebny, bo położna radziła sobie świetnie sama, więc żeby go czymś zająć zaproponowałem, żeby rozmasował nogi mojej Żonie. Zgodził się bez szemrania  

Chwilę potem Oliwka przepchnęła główkę na zewnątrz i w ciągu kilkudziesięciu sekund wylądowała na brzuchu mamy. Przenieśliśmy się od razu na worek sako, żeby świeżo upieczona mama mogła odpocząć w wygodnej pozycji. Jak przystało na porządnego faceta wzruszyłem się do łez, gdy pierwszy raz zobaczyłem dzieło swojego życia. Oliwka była cała, zdrowa i różowa jak należy.

Potem było przecinanie pępowiny, oglądanie łożyska i niestety szycie, bo niefortunnie ułożona rączka spowodowała dość duże rozerwanie krocza. Na szczęście obyło się bez komplikacji. Gdy Oliwka ochłonęła po pierwszym szoku od razu przyssała się do mamy bez grymaszenia.

Cały czas mieliśmy przyciemnione światło, więc Oliwka mogła śmiało otworzyć oczy zaraz po urodzeniu.

Cały czas mieliśmy przyciemnione światło,
więc Oliwka mogła śmiało otworzyć oczy
zaraz po urodzeniu.

W czasie porodu pojawiła się u nas jeszcze trzecia osoba – lekarz pediatra, która obejrzała Oliwkę zaraz po urodzeniu. Początkowo obawialiśmy się tak dużego towarzystwa, bo nie chcieliśmy aby nasz poród był jakimś widowiskiem. Okazało się jednak, że zarówno pediatra jak i lekarz prowadzący zachowywali się bardzo taktownie. Praktycznie cały czas spędzili na korytarzu nie przeszkadzając nam ani położnej, która świetnie wykonywała swoją pracę. Jak to ujęła Pani Beata: dzieci rodzą się same. Coś w tym jest, bo przez cały poród widać było, że jest z nami tylko po to by pomóc, a w ostatniej chwili „złapać” Oliwkę w pewne ręce.

Co więcej nikt z naszych „gości” nie grymasił na niewygody. Położna niemal cały poród spędziła na kolanach, z policzkiem przy ziemi. Lekarz prowadzący zakładał szwy praktycznie w kuckach, a pediatra badała Oliwkę zgięta w pół, pozwalając by mała leżała cały czas z mamą, tak by to jej było wygodnie.

W ciągu godziny w domu nie został ślad po porodzie. Pediatra i lekarz prowadzący dyskretnie ulotnili się gdy tylko wszystko zostało załatwione. Położna zmyła z podłogi pokaźną kałużę krwi i zaprała zakrwawiony ręcznik. Potem spakowała się i poczekała aż dziewczyny odpoczną. Dobre dwie godziny po porodzie zaprowadziłem Żonę pod prysznic i pomogłem się jej wymyć. Dopiero wtedy Pani Beata opomiarowała Oliwkę i uzupełniła Książeczkę Zdrowia Dziecka. Zaraz potem zostaliśmy sami z naszym nowonarodzonym szkrabem.

Byliśmy wyczerpani, ale jednocześnie podekscytowani do granic możliwości. I oczywiście wzruszeni. Nie tylko urodziliśmy piękną i zdrową Oliwkę, ale jeszcze udało nam się zrobić to tak jak zaplanowaliśmy: bez stresu, krzyków, bólu i ponaglania. Jednym słowem, bez przemocy. Oboje zachowaliśmy spokój przez cały czas, wiedząc, że wszystko będzie dobrze.

Oliwka za to będzie chyba najpunktualniejszym członkiem całej mojej rodziny – przyszła na świat dokładnie w dniu przewidzianym osiem miesięcy wcześniej.

opis porodu

Witam Pana, jestem zachwycona opisem porodu. Bardzo chętnie zamieściłybyśmy go na naszej stronie. Im więcej pozytywnych relacji porodowych, tym większa szansa, że zmieni się obraz porodu! Zaciekawiła mnie też możliwość rodzenia domu, chętnie doptałabym o szczególy. Pozdrawiam serdecznie
Joanna Pietrusieiwcz

Zawsze odpowiem na pytania

Jeśli chodzi o stronę rodzicpoludzku.pl to jak najbardziej - to najlepsze miejsce na publikację tej relacji   Proszę tylko o dodanie linku do źródła.

Jeśli natomiast są jakieś pytania - proszę pisać w komentarzach, albo w mailu - chętnie odpowiemy.

wzruszyłam się ogromnie  

wzruszyłam się ogromnie   dziękuję..   teraz ja czekam jeszcze 28 dni…. pozdrawiam cieplutko cała wspaniałą rodzinkę  

Witam! Czy mogę prosić o

Witam!
Czy mogę prosić o namiary na Toruńską położną domową?
pozdrawiam i Gratuluje!

Pani Beata

Namiar na na Panią Beatę wysłałem w mailu.

Także i ja zastanawiam się

Także i ja zastanawiam się nad porodem domowym i bardzo ucieszyłam się słysząc, iż jest to nareszcie możliwe także w Toruniu. Czy mogę prosić o namiary na panią Beatę? Dziękuję z góry!
Ania

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
Image CAPTCHA
Przepisz tekst widoczny na obrazku.