Jak przekuć szczytne cele w kampanię wizerunkową

Wczoraj do mojej skrzynki wpadł CNN'owy newsletter z działki, która mnie najbardziej interesuje, czyli technologii (tak używam jeszcze czasem czegoś tak archaicznego jak newslettery zamiast czytnika RSS). Po oczach przywalił mi wielki nagłówek „Got an idea to help the world? Here's $10 million” (czyli „Masz pomysł by pomóc światu? Proszę, oto 10 milionów”). Może to się wydawać dziwne, a ja może i wychodzę na analfabetę, ale jakoś tak średnio przytomny byłem czytając to w środku nocy i zamiast 10 milionów, przeczytałem 10 miliardów. Różnica drobna   ale jakie z tego wynikły ciekawe konsekwencje  

Zatem przekonany, że chodzi o kwotę 10 miliardów dolarów, czym prędzej wziąłem się za czytanie. Jako, że wieść się już po świecie rozeszła, w szczegóły zagłębiać się nie będę. W skrócie mówiąc, pewna firma postanowiła zorganizować konkurs na najlepszy sposób by uczynić nasz świat lepszym miejscem. Pomiędzy maksymalnie 5 najlepszych projektów wyłonionych przez jury i internautów zostanie rozdzielona cała wspomniana kwota. Tą firmą jest oczywiście Google. Interesujące prawda? W pierwszej chwili idea wydawała się bardzo ciekawa i pomyślałem nawet, że może w końcu panowie Sergey Brin i Larry Page (założyciele Google) postanowili zająć się na poważnie działalnością charytatywną. W końcu 10 miliardów dolarów to nie mała sumka. Zaraz jednak zapaliło się światełko ostrzegawcze… Wystarczy zagłębić się w dość zawiłe zasady całego „konkursu”, żeby zorientować się, że jest z nim coś nie tak. Po pierwsze, nie mogą w nim brać udziału organizacje charytatywne! Dziwne? A co powiecie na to: najlepsi pomysłodawcy, którzy zwyciężą, mogą nawet nie mieć szansy wziąć udziału w realizacji swojego pomysłu - to Google zdecyduje kto się tym zajmie. Ciekawie o tym problemie napisał na swoim blogu Konrad, więc ja już powtarzać się nie będę, za to skupię się na czym innym. Pamiętajmy, że cały czas byłem jeszcze wtedy przekonany, że mowa o 10 miliardach dolarów. Tak się na tym zafixowałem, że jakoś ten rząd wielkości mniej nie mógł się do mnie przebić   Nawet zacząłem się zastanawiać co by można ciekawego wymyślić za 1/5 tej kwoty. Nie wiem, może jakaś inicjatywa karmienia afryki na wielką skalę?

Noc minęła, minął dzień - w kilku innych miejscach natknąłem się na wzmiankę o Wielkim Dziele Charytatywnym Wielkiego G. Cały czas jednak byłem przekonany że mowa jest o zdecydowanie większej kwocie. Chcąc się zrehabilitować po swoich ostatnich wpisach na temat Google, postanowiłem się z nimi chwilowo przeprosić i też dorzucić kilka słów od siebie. Wtedy w czytniku RSS pojawił się wpis Jakuba Jaworskiego na Antyweb.pl. W końcu przejrzałem na oczy. Dotarło do mnie że mowa jest o 10 milionach a nie miliardach zielonych. Wtedy niemal padłem ze śmiechu… ale nie dlatego, że zorientowałem się w swojej pomyłce, tylko dlatego, że uświadomiłem sobie jak małym kosztem Google robi sobie ładny PR i przy okazji wodę z mózgu internautom. Dotarło do mnie w końcu, że jest to po prostu nic innego jak zwykła kampania wizerunkowa, która nawet na mnie (prawie) podziałała.

Oczywiście można się puszyć i obruszać, że przecież 10 milionów dolarów to nadal niemała kwota i ja się z tym zgodzę. Tylko że trudno nie przyznać, że przy takim molochu jak Google jest to po prostu śmiech na sali. W świecie wielkich korporacji (do którego Google niewątpliwie się zalicza) takie „drobne” regularnie wydaje się na reklamę. Dokładnie to samo zrobiło Google tyle, że w nieco bardziej pomysłowy sposób i za to należy się uznanie marketingowcom tej firmy. Jeśli ktoś jednak chce stać na stanowisku, że Google jest wspaniałe, bo wspiera takie inicjatywy… no cóż oto interesujące dane, między innymi z listy 50 największych darczyńców:

  • Gorge Lucas na cele charytatywne przeznaczył ponad 200 milionów dolarów. Z własnej kieszeni.
  • Oprah Winfrey przekazała 300 milionów dolarów. Z własnej kieszeni.
  • Jeff Skoll (założyciel eBay) - 744 miliony dolarów. Z własnej kieszeni.
  • Paul Allen (współzałożyciel Microsoftu) - 937 milionów dolarów. Z własnej kieszeni. Tyle samo co David Rockefeller.
  • Gordon Moore (założyciel Intela) - 7 miliardów dolarów. Z własnej kieszeni.
  • Powszechnie nielubiany przez fanów Google, Bill Gates wraz z żoną… bagatela, 28 miliardów dolarów. Również z własnej kieszeni.
  • Warren Buffett, zajmujący pierwsze miejsce na liście, raptem 41 miliardów dolarów. Zgadnijcie… też z własnej kieszeni.
  • Ani Sergey Brin ani też Larry Page (założyciele Google) nie znajdują się na tej liście. Mimo, że obaj są na czele listy najbogatszych ludzi na świecie.
  • Google (jako firma, a nie jej założyciele) przekazało raptem 1 miliard dolarów w akcjach firmy, a nie w gotówce, na własną organizację google.org wspierającą działalność charytatywną dla zysku (organizacje non-profit nie mają czego tam szukać). To mniej, niż roczne darowizny fundacji Billa i Melindy Gates.

Na koniec jeszcze mała refleksja. Znajdujący się na szarym końcu listy tych 50 osób, w ciągu ostatnich pięciu lat przekazywał średnio rocznie, z własnej kieszeni, po 35 milionów dolarów na cele charytatywne. Czyli ponad trzykrotnie więcej niż Google na swoją nową kampanię wizerunkową, aktualnie rozdmuchiwaną przez media i internautów. I żeby nie było, że jesteśmy gorsi  . Według Konrada (o którym pisałem wyżej) te 10 milionów od Google, jakieś 25 razy mniej niż kwota, którą rocznie przeznacza polski MSZ na projekty charytatywne.

Od dzisiaj w moich tagach pojawia się nowa pozycja zatytułowana „Google”. Coraz bardziej fascynuje mnie jej fenomen.

dzieki za zlinkowanie do mnie

dzieki za zlinkowanie do mnie  

Ale jeden duzy plus trzeba przyznac Googlowi w kwestii pomocy: wczoraj i dzis miliony ludzi zastanawiaja sie jak pomoc biednym krajom. To naprawde dobrze, nawet jak nikt nic rewolucyjnego nie wymysli.

btw. twoj pomysl z rozdawaniem jedzenia nie wygralby   nie o to chodzi w pomocy rozwojowej. pomoc rozwojowa to nie pomoc dorazna, a pomoc rozpoczynajaca zmiany, cos co zostaje po tym jak organizacja wyjdzie z danego kraju. swietny przyklad opisalem na blogu

http://konradjestwrwandzie.wordpress.com/2008/09/19/japonczycy-rozdaja-k…

(bo juz nie bede sie chwalil tym co sam w Rwandzie robie ;P )

Jeden duży plus, to fakt

@Konrad - z tym zastanawianiem się milionów ludzi nad pomocą to oczywiście masz rację. Jest to ogromny plus i nie zamierzam przeczyć. Może faktycznie coś z tego będzie. Tzn. z tego pospolitego ruszenia intelektualnego, bo na pewno nie z tych skromnych 10mln  

Z drugiej strony, gdyby np. fundacja Gatesów zorganizowała coś takiego i przeznaczyła choćby 1/10 swoich rocznych wydatków na cele charytatywne? I tak powtarzała co rok? To by dopiero było coś! Te 10% to jakieś 110mln usd - deko inna skala niż to co zaserwował Google  .

Karmienie Afryki - nie miałem na myśli rozdawnictwa, choć faktycznie nieprecyzyjnie to ująłem. Nie jestem oczywiście ekspertem w tej dziedzinie, ale raczej kierowałbym się w kierunku metod zapewniających samowyżywienie Afryki, a nie jej dokarmianie  

No tak rzeczywiscie 10 mln

No tak rzeczywiscie 10 mln dol to jak na taka firmę niewiele. Ale zauważ ze mogli nie dawac wogole, sam wymieniłes bogatych darczynców ale równie duzo jest bogatych którzy złotóweczki nie wydają na pomoc charytatywną, wiec różnie możnaby na to patrzć , ja bym tak strasznie nie narzekał…

Oczywiście... ale

Jasne, mogli nic nie dawać. Chcą dać 10ml to dobrze. Ja jednak staram się zwrócić uwagę na co innego - jak sprytnie i jak niewielkim kosztem potrafią pod płaszczykiem wielkiego rozdawnictwa ukuć sobie dobry wizerunek. Popatrz, cały internet o nich pisze łącznie z naszymi portalami i blogami. Jednak przykładowo, gdy burmistrz Nowego Jorku, Michael Bloomberg w zeszłym roku przekazał na cele charytatywne ponad 200 milionów dolarów z własnej kieszeni, w kwotach jednorazowo sięgających nawet 20 milionów, to nie natknąłem się nigdzie w naszym internecie na wzmiankę na ten temat. Na dodatek przyznam szczerze, że musiałem nieźle kopać, żeby się dokopać do jakiś ciekawych informacji na temat tych darczyńców. Po prostu nie robią z tego takiej wielkiej afery. Owszem media o tym piszą i wspominają, ale nie na taką skalę.
Dla mnie więc, to co robi Google, jest niczym innym, jak przeprowadzoną tanim kosztem kampanią wizerunkowa. A jak przeliczysz tą kwotę na procentowy dochód tej firmy to wychodzi na to, że procentowo zwykły Polak przekazując 1% swojego dochodu na cele charytatywne, oddaje większą część swojego majątku niż ten monopolista swoim niby wielkim gestem  

Konkurs Google 10 do ptęgi 100

Mam Pomysł.Google poprzez narzucenie swych Warunków i zawłaszczenia wszystkich decyzji pozbawia każdego Pomysłodawcę praw autorskich.
Sami po zgłoszeniu Pomysłu decydują o wszystkim.Wytworzenie produktu
z danego Pomysłu nie będzie nigdy pomocą charytatywną.Za produkt taki trzeba będzie zawsze zapłacić.Korzyści tylko dla tych o których zadecyduje Google nie pomijając swego zysku.Idea mogła by być bardzo dobra jeśli by była skierowana
jako pomoc dla Pomysłodawców w celu realizacji ich Pomysłów.
Osobiście był bym tym zainteresowany jak i na pewno wielu innych.Przystąpiłem nawet do realizacji wypełnienia ankiety zgłoszeniowej.Po konsultacji z prawnikiem
wycofałem się.No, cóż będę to realizował w inny sposób,obecnie realizuję dokumentację Pomysłu by była zgodna z zasadami wskazanymi przez Urząd Patentowy co generuje wiele kłopotów.Dla Ciekawskich Pomysł dotyczy wykorzystania wolnych energii.

Celne spostrzeżenia

Celne spostrzeżenia. Mnie natomiast coraz bardziej ciekawi finał tego przedsięwzięcia. Jakie pomysły wygrają i kto na nich zarobi? Bo że zarobi, to jest po prostu pewne.

Pingback

[...] wiem czy nie mam szczęścia do Google (bestia pewnie wyczuwa moje nienajlepsze nastawienie) czy może po prostu nie wiedziałem jak szukać. W każdym bądź razie pierwszy wynik starcia [...]

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
Image CAPTCHA
Przepisz tekst widoczny na obrazku.