Gry komputerowe telewizją współczesnej młodzieży?
Wpadł mi w ostatnio w ręce ciekawy raport przygotowany przez Pew Internet & American Life Project, na temat gier komputerowych. Wynika z niego, że 97% amerykańskiej młodzieży gra w gry komputerowe, a 30% ich rodziców towarzyszy im w tej zabawie regularnie.
Na wstępie, dla rozbicia stereotypów - nie są to zamknięci w ciemnych norach, odizolowani od świata, niesprawni fizycznie i społecznie chipsożercy. 75% tych ludzi gra po to by bawić się w towarzystwie, twarzą w twarz (a więc nie przez internet), z przyjaciółmi i rodziną! Można więc już śmiało zapomnieć o budowanym przez media i powielanym przez ignorantów obrazie psychopatycznych graczy komputerowych, mordujących i gwałcących wszystko co się rusza… bądź nie.
Nie zagłębiałem się w raport zbyt szczegółowo, gdyż od tego w co ludzie grają, bardziej interesuje mnie skala tego zjawiska i jego znacznie w dzisiejszym świecie. O ile dobrze pamiętam szacuje się że w tym roku przemysł gier komputerowych przegoni przemysł filmowy. Mamy więc tutaj do czynienia z ogromną masą ludzi zaangażowanych w produkcję, sprzedaż i wreszcie konsumpcję gier. Warto sobie uświadomić, że szacuje się iż najdroższa dotąd gra komputerowa kosztowała 100mln dolarów (Grand Theft Auto IV), a przy jej tworzeniu pracowało około 1000 osób (przyznaję, że lista nazwisk w napisach końcowych tego tytułu zdaje się nie mieć końca). Jest to więc kwota podobna do tej wydanej na produkcję trzeciego epizodu Gwiezdnych Wojen.
Nie chcę się również (przynajmniej w tym wpisie ) angażować w dysputy, czy gry komputerowe są „złe” czy „dobre”. Z autopsji wiem, że na rynku są tytuły ambitne i rozwijające, dające niekiedy więcej rozrywki niż np. czytanie książek. Niestety są też i gry brutalne, gdzie trup ściele się gęsto, a krew tryska po ekranie. Co jednak ciekawe, jeden z współautorów tego badania zwraca uwagę na bardzo istotną rzecz. Mimo iż gry te ewidentnie pokazują brutalny świat, to często wymagają od graczy ścisłej współpracy w zespole, co z kolei rozwija w nich bardzo przydatne w życiu umiejętności. Jest to coś, czego nawet nasze szkoły nie potrafią zbyt dobrze zrobić.
Przyznam szczerze, że sam jestem zaawansowanym graczem. Gram regularnie od wielu lat w najróżniejsze tytuły, poczynając od gier strategicznych, przez przygodowe, zręcznościowe, a ostatnio nawet muzyczne. Dobra gra zastępuje mi telewizję, a czasem nawet książki (których też czytam niemało). Dlatego też dla mnie nie ma niczego dziwnego w tym zjawisku. Dziwi mnie natomiast często pogardliwy wręcz stosunek do tego typu rozrywki wśród dorosłej części naszego społeczeństwa. Nie raz spotykałem się z przysłowiowym ironicznym uśmiechem gdy opowiadałem o grach komputerowych, ale za to nigdy nie usłyszałem słowa dezaprobaty gdy mówiłem choćby o najgłupszych książkach jakie czytałem. Dlaczego? Obawa przed nieznanym? Fałszywy wizerunek kreowany przez tradycyjne mass-media, tracące kolejne rzesze odbiorców, którzy wybierają tytuły takie jak Cooking Mama zamiast kolejnego odcinka „M jak Miernota”?
Jasne, można się śmiać z tego, że dorosły facet taki jak ja potrafi bawić się jak dziecko „grając” na plastikowej gitarze w Guitar Hero albo skacząc jak nienormalny po macie do tańczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że ja się przy tym na prawdę dobrze bawię i wyraz politowania na twarzach innych tego nie zmieni . Istotne jest jednak to, że gry komputerowe stają się częścią naszego życia tak samo jak jest nią telewizja czy książki. Widać to ewidentnie po badaniu, o którym pisałem wyżej. Nawet nasze podwórko zmienia się i to bardzo - mowa tutaj o grze Wiedźmin odnoszącej światowy sukces. Warto więc przyjrzeć się co robią dzisiaj dzieci i młodzież, zrozumieć gry i bawić się razem z nimi, nawet jeśli to będzie tylko udawana gra w golfa .
Jak tak samo gram na gitarze
Jak tak samo gram na gitarze w GH
Dodaj nowy komentarz