Ezekiel I

Ezekiel, Osobisty Sekretarz siódmego Papieża Nowego Świata, jak zwykle rozpoczął swój dzień w kancelarii od modlitwy. Jak to miał zawsze w zwyczaju, modlił się na głos, nie kryjąc swoich słów, nawet jeśli były to, tak jak dzisiaj, gorzkie słowa zwątpienia. Wprawdzie gorąco wierzył, że nie należy ukrywać swej rozmowy z Bogiem, a każdy kto ją usłyszy, powinien czerpać z niej inspirację, to jednak dzisiaj, nie chciałby aby ktokolwiek usłyszał jego słowa. Wiedział, że Bóg usłyszy go nawet, jeśli modlitwę złoży w sowich myślach, ale zawsze wolał, szczególnie w chwilach zwątpienia, wyrzucić z siebie słowa i obawy, które go trapiły.

Dzisiaj Ezekiel stał pośrodku swej ogromnej kancelarii mieszczącej się na pierwszym piętrze renesansowego gmachu kurii papieskiej. Ciężkie, zdobione biurko stało na wprost potężnych dwuskrzydłowych drzwi wejściowych. Wysokie, bogato rzeźbione w biblijne sceny wrota wykonane były z litego, grubego na 20 centymetrów drewna, zabezpieczonego jednocześnie najnowszymi technologiami gwarantującymi pełną prywatność i bezpieczeństwo. Pomieszczenie było idealnie wyciszone i nawet wybuch granatu nie byłby słyszalny w sąsiadującym pokoju siostry sekretarki. Przez zdobioną mozaikami podłogę, od drzwi do biurka biegł ręcznie robiony, krwistoczerwony chodnik, wykonany z najlepszych naturalnych materiałów jakie tylko były dostępne na Edenie. Ezekiel stał na nim, tyłem do wejścia wpatrując się w dwumetrowej wysokości, malowany portret swego zwierzchnika, jedynego władcy Edenu, papieża Piotra VII. Modlił się, a jego donośny głos niósł się echem aż pod sufit wysokiego gabinetu.

— Panie, zechciej w swej niezmierzonej łaskawości zadbać o dobre zdrowie Jego Świątobliwości Piotra VII. Nie mogę wyzbyć się złych przeczuć. Ojciec Święty z każdym dniem zdaje się stawać innym człowiekiem, a znam go przecież już tyle lat! Wprawdzie w swej roli naszego duchowego przewodnika jest niedoścignionym przykładem, to jednak prywatnie jego zachowanie bardzo mnie niepokoi. Odnoszę wrażenie, że co rusz swym postępowaniem przeczy od tak dawna głoszonym ideałom. Wiem, że grzeszę wątpiąc w Jego Ekscelencję, ale czyż troska o najbliższych nie jest zarazem cnotą? Panie, proszę oświeć mnie i spraw bym zrozumiał. Spraw by okazało się, że ta transformacja twego najwierniejszego sługi ma jakiś światły cel, którego mój skromny umysł nie potrafi jeszcze ogarnąć. Spraw by prześladujące mnie czarne myśli o jakiejś chorobie psychicznej, lub… — w tym momencie Ezekiel przerwał na moment, po czym wykonał pospiesznie znak krzyża i ze łzami w oczach kontynuował — …lub opętaniu przez zło podstępne, były jedynie majakami starego już człowieka jakim jestem.

W tym momencie autentyczne wzruszenie i nagromadzona w ostatnich tygodniach dezorientacja przeradzająca się w rozpacz dokonały swego. Ezekiel padł na kolana wznosząc ręce przed siebie w błagalnym geście. Przez łzy był w stanie wykrztusić z siebie jedynie powtarzane w kółko słowa — Proszę, spraw bym zrozumiał. Spraw by to co się dzieje było nieprawdą. — Po chwili, gdy fala rozpaczy przeszła zostawiając po sobie pustkę i spokój, Ezekiel zwiesił bezradnie głowę i objął się rękoma kołysząc się delikatnie w przód i w tył jak dziecko. Był inteligentnym człowiekiem, jednakże przesadna bogobojność i niezachwiana wiara w to, że wszystko dzieje się z woli Najwyższego, przeszkadzały mu często w dokonywaniu chłodnej oceny otaczającej go rzeczywistości. Z drugiej strony cechy te powodowały, że Ezekiel z przeraźliwą konsekwencją potrafił realizować swoje cele i założenia, jeśli tylko uznał je za boską wolę. Strach przed gniewem stwórcy był w jego przypadku doskonałym motywatorem pobudzającym go do działania. Właśnie dzięki temu, a także dozgonnemu oddaniu swojej wierze, został Osobistym Sekretarzem Papieża. Został nim jednak nie z powodu ambicji, czy autentycznego powołania, ale ze strachu przed tym, że nie zostając nim w jakiś sposób sprzeciwi się woli Boga. W dzieciństwie podczas jednej z rozlicznych rozmów ze swym aniołem stróżem Ezekiel dowiedział się, że Bóg chce by ten osobiście pomagał Ojcu Świętemu w jego misji.

Dzisiaj w wieku 87 lat Ezekiel pełnił funkcję, która wprawdzie formalnie nie różniła się niczym od roli zwykłego sekretarza, to jednak w rzeczywistości Ezekiel był drugim zaraz po bogu i papieżu człowiekiem dzierżącym władzę na Edenie. Gdyby tylko chciał, mógł jednym podpisem skazać na stos lub uwolnić od zarzutów herezji dowolnego człowieka na planecie. Mógł sam decydować o kanonizacji czy wiecznym potępieniu, a nawet decydować kto i jak dużo czasu spędzi w czyśćcu. Nigdy jednak tego nie zrobił ograniczając się jedynie do wspierania swego jedynego zwierzchnika radą i wykonywania jego poleceń. Owszem zdarzały im się różnice poglądów, jednak Ezekiel wiedział jednak, że długie dysputy, które się z nich wywiązywały zawsze były rzeczą, która sprawiała Papie prawdziwą radość.

Teraz jednak Ezekiel czuł się zupełnie zagubiony. Na dodatek przerażało go rodzące się w jego głowie zwątpienie. Jeszcze ta nieznośna myśl o tym, że traci wiarę i świadomość, że nie ma komu się wyspowiadać. Zwyczajowo Osobisty Sekretarz mógł spowiadać się tylko przed papieżem, ale przecież w tym przypadku, to właśnie Ojciec Święty był obiektem jego grzesznych myśli, w których wątpił w Papieski absolut. Nie pójdzie przecież spowiadać się do zwykłego księdza. Wszyscy go znają i wiedzą kim jest. Byłoby to jawne podburzenie autorytetu najważniejszej osoby w odrodzonym Watykanie, a na to nie pozwoliłby sobie nigdy.

Modlitwa powoli odnosiła skutek. Wiara w to, że Bóg go wysłucha napełniała Ezekiela nowymi siłami. Zaczął dochodzić do siebie. Gdy uczucie rozpaczy i bezsilności odpłynęło, z trudem dźwignął się z podłogi. Udał się do dyskretnie ukrytej, prywatnej łazienki, gdzie przemył twarz zimną wodą i zaczął doprowadzać się do porządku. Na chwilę zatrzymał spojrzenie na swym odbiciu w lustrze, zapatrzył się na swoje od dawna siwe włosy i pełne zmarszczek, surowe oblicze.
— Mój boże, ile to już lat za mną? Daj mi siłę bym mógł służyć Ci jak najdłużej… — powiedział cicho zwracając się jakby do swego odbicia.

• • •

Zbolała, starcza twarz Ezekiela, obserwowana niczym przez weneckie lustro, zniknęła z ekranu, gdy Piotr VII wyłączył podgląd z kamer rejestrujących wszystko co działo się w gabinecie jego Osobistego Sekretarza.
— Już niedługo, starcze. Już niedługo. — powiedział do siebie, jakby odpowiadając niczego nieświadomemu Ezekielowi.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
Image CAPTCHA
Przepisz tekst widoczny na obrazku.