Eden II

Carter ocknął się w nowej powłoce. Jego wyszkolony umysł szybko i niemal podświadomie zbadał swoje nowe ciało. Normalny, niewyćwiczony człowiek potrzebuje kilku godzin, żeby dojść do siebie po transferze do nowej powłoki, nie mówiąc już o pełnej integracji zapewniającej swobodę działania. Carter dzięki swojemu wyszkoleniu i doświadczeniu potrzebował na to raptem kilku sekund. To niezwykle cenna umiejętność, szczególnie dla takich ludzi jak on, wykonujących prywatne zlecenia ludzi pociągających za sznurki współczesnego wszechświata. Nie otwierając oczu poświęcił jeszcze dwie sekundy na sprawdzenie dostępnych w powłoce systemów. Z zadowoleniem stwierdził, że najwyraźniej ten upierdliwy gość, który go przywitał, nie przesadzał. Carter dostał wszystko, co może się przydać, poczynając od wspomagania czasu reakcji, przez kompletnie zmodyfikowany system immunologiczny, na ukrytej w kilku miejscach broni kończąc. Arsenał prezentował się nie mniej imponująco: zwój nanonici w lewym nadgarstku, miotacz nanoigieł w prawym, nóż rozszczepieniowy w lewej łydce, uniwersalny pistolet automatyczny w prawym udzie oraz dozowniki toksyn w opuszkach kilku palców. Na dodatek powłoka zdawała się być nieużywana. Najwyraźniej całe przedsięwzięcie, w którym miał wziąć udział, zostało zaplanowane z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów. Wei miał tylko nadzieję, że plan ten uwzględniał także odesłanie go z powrotem tam skąd został tak brutalnie ściągnięty.

Otworzył oczy. Leżał na stole zabiegowym w białym, sterylnym pokoju zalanym jasnym światłem. Wzmocnione zmysły wychwyciły charakterystyczny zapach mocno filtrowanego, odkażanego powietrza. Wszystko wskazywało na to że znalazł się w standardowym centrum transferowym. Typowy magazyn powłok dla zdigitalizowanych świadomości. Carter usiadł na krawędzi stołu wykonując na próbę kilka ruchów ramion ramion i głowy dla oswojenia się z nową powłoką. Obok, zamiast technika w charakterystycznym, sterylny kitlu jakiego Wei spodziewał się zobaczyć, stał ten sam młody mężczyzna, który przywitał go w wirtualu. Podobnie jak tam, obcy miał na sobie dobrze skrojony garnitur z naturalnych włókien. Stał z założonymi rękami opierając się o krawędź biurka, z tym samym wyrazem twarzy rozciągniętym w dziwnym, lodowatym uśmiechu.
— Widzę że potrafi pan szybko się zaadoptować, panie Carter. Nazywam się Jadon Hiram i miło mi pana poznać. To mnie zawdzięcza pan…

Carter miał już dość tego faceta zanim jeszcze zobaczył go w rzeczywistości. Dodatkowo rozdrażnienie całą sytuacją zrobiło swoje. Przerwano mu pracę na Archimedesie i nawet jeśli uda mu się tam w miarę szybko wrócić, to jego zleceniodawca na pewno nie będzie zadowolony z opóźnienia. Na dodatek szambo, w które właśnie wpadł, potwornie cuchnęło i najwyraźniej było bardzo głębokie. Wei jednym ruchem odbił się ze stołu, na którym siedział. Wzmocnione mięśnie wspomagane bioprocesorami w ułamku sekundy przeniosły go dwa metry dalej. Wylądował twarzą w twarz z Hiramem łapiąc go jednocześnie prawą ręką za gardło. Na jego polecenie precyzyjnie odmierzona dawka paraliżujących neurotoksyn popłynęła przez mikroskopijne igły w opuszkach palców. Ciało zaatakowanego momentalnie zwiotczało, a jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Carter przycisnął go do blatu biurka przytrzymując drugą ręką bezwładne ciało Jadona. Nowa powłoka spisywała się bez zarzutu.
— Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Nie podobasz mi się. Módl się do swojego boga, żeby pewien bogaty biznesmen na Archimedesie, dla którego jeszcze przed chwilą pracowałem, nie zaczął się denerwować z powodu mojej nieobecności. Jeśli on zacznie się denerwować, to będzie znaczyło, że ja mam kłopoty. Jeśli ja będę miał kłopoty z tego powodu, to ty będziesz miał je jeszcze większe. – Hiram zaczął rzęzić próbując złapać oddech pod żelaznym uściskiem napastnika. – Neurotoksyna, którą tobie wstrzyknąłem podziała jeszcze przez około minutę. Wykorzystaj ten czas dobrze i postaraj się przekonać mnie dlaczego miałbym zaszkodzić swojej własnej reputacji i cię nie zabić. – Carter wprawdzie nie miał zamiaru tego robić, ale taki blef czasami działa. Hiram natomiast wyglądał tak jakby był bardzo podatny na ten rodzaj sugestii. Poza tym Wei chciał sprawdzić swoją nową powłokę, która okazała się być wyposażeniem najwyższej klasy. Poluźnił uścisk na szyi Hirama by ten mógł w końcu powiedzieć coś konkretnego.
— Pan Nabani z Dynacom Corporation, dla którego pan jeszcze przed chwilą pracował, został powiadomiony o pańskim pilnym wezwaniu. – Wychrypiał Hiram starając się złapać więcej powietrza. – Pan Nabani otrzymał również stosowne zadośćuczynienie i zgodził się poczekać na pański powrót.

Mimo chwilowego zaskoczenia i niewątpliwie realnej groźby ze strony Cartera, Jadon wpatrywał się teraz badawczym wzrokiem w swojego napastnika, zachowując kamienny spokój. Carter tym czasem z trudem krył zaskoczenie. O zleceniu od Nabaniego nie wiedział praktycznie nikt, chyba, że ten stary drań komuś jeszcze się zwierzał ze swoich brudnych interesów. Z drugiej strony ta informacja nie wróżyła nic dobrego. Każdy, kto dysponuje takimi możliwościami, może być bardzo niebezpieczny. Carter w czasie swojego długiego życia miał już kilkukrotnie okazję spotkać takich ludzi. Zimni, wyrachowani i kompletnie bezwzględni. Mówiąc wprost, byli to najwięksi skurwiele w galaktyce. Ale tego typu ludzie nigdy nie lubią brudzić sobie rąk i dlatego zawsze będą potrzebować takich Carterów. Problem polegał na tym, że niebezpiecznie było dla nich pracować, ale jeszcze niebezpieczniejsze było odmawianie współpracy z nimi. Najprościej więc było ich po prostu unikać, niestety w chwili obecnej nic nie wskazywało na to aby było to możliwe tym razem. Oczywiście Carter nigdy nie unikał wyzwań i nie uciekał z podkulonym ogonem, dzięki czemu wyrobił sobie stosowną reputację wśród ludzi zainteresowanych jego usługami. Miał jednak serdecznie dość babrania się w cudzym gównie i robienia rzeczy, o których wolałby nie pamiętać. A pamiętał wszystko.

Neurotoksyna stopniowo przestawała działać i Hiram odzyskiwał władzę nad swoim ciałem. Carter pozwolił mu usiąść.
— Cieszę się, że jest pan rozsądną osobą. Zapraszam pana do promu. Na dole dowie się pan wszystkiego co trzeba. – powiedział Hiram i ruszył nieco chwiejnym krokiem w kierunku drzwi. Caretr z ociąganiem ruszył za nim.
— Prom? Nie prościej byłoby dokonać transferu?
— Jak już panu mówiłem, stosy korowe i digitalizacja świadomości nie są technologiami stosowanymi powszechnie na Edenie. W związku z tym na powierzchni planety nie ma żadnego centrum transferowego. Jedyny sposób by się dostać do Edenu, to transfer na stację orbitalną Elman, na której właśnie się znajdujemy, a potem lot promem na powierzchnię. Po drodze będziemy mieli trochę czasu i spokoju bym mógł pana wprowadzić w szczegóły zlecenia.
— Nie mogę się doczekać. – Burknął w odpowiedzi Carter.

Ok, na razie się podoba,

Ok, na razie się podoba, czekam na kolejne części  

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
Image CAPTCHA
Przepisz tekst widoczny na obrazku.