Eden I

Szok potransferowy uderzył w dopiero co formującą się świadomość. To normalne zjawisko, gdy umysł nagle startuje ze stop klatki ostatnio odczuwanego stanu, do nowego, diametralnie innego środowiska. W jednej mikrosekundzie człowiek czuje, jak siedząc w niewygodnym fotelu zamyka oczy, w drugiej, jego umysł ląduje w ładującym się właśnie wirtualu. Oszołomiony nagłą zmianą, trwa przez dłuższą chwilę w swoistym paraliżu, zanim zmysły przestawią się i dostroją do nowych, odmiennych bodźców. Zazwyczaj trwa to kilka długich sekund, w czasie których wiele może się wydarzyć. Niektórzy, starając się opisać to uczucie, porównują je do tego, które towarzyszyłoby człowiekowi, gdyby ten wyskoczył z lodowatej kąpieli wprost pod prysznic z wrzącą wodą. Prawda jest jednak taka, że szok potransferowy jest czymś znacznie gorszym, ponieważ dotyka każdego ze zmysłów z osobna. Umysł ludzki potrzebuje więc chwili czasu by wyjść z towarzyszącego temu zjawisku oszołomienia.

Jednak Carter Wei, dzięki tysiącom godzin wyczerpujących treningów, potrafił ochłonąć w ułamku sekundy i był gotowy do działania zanim jeszcze wirtual załadował się do końca. Zdążył więc dostrzec jak, z pustki przed nim, wyłaniają się kształty niewielkiego tarasu, umiejscowionego prawdopodobnie na dachu jakiegoś budynku. Za barierką stopniowo formował się iście sielankowy widok rajskiej plaży i snującej się opodal, dostojnej rzeki. Jej jeden brzeg przystrojony był luźną, niską zabudową w kolorach zachodzącego słońca, drugi zaś tonął w soczyście zielonej dżungli. Innymi słowy, niemal standardowy konstrukt, mający wpływać uspokajająco i wyciszająco na przebywających w nim ludzi. Wei wykorzystał czas, w którym świat wokół niego nabierał kształtów, na analizę tego co się z nim stało. Znalazł się w bardzo drogim, sądząc po jakości wykonania, wirtualu. Nie mógł więc nadal przebywać w podrzędnej klinice w Eaglevale na Archimedesie, gdzie jeszcze przed chwilą przygotowano dla niego transfer do nowego ciała. Chwila ta, mimo, że dla Cartera odczuwana niczym mgnienie oka, w tej sytuacji, mogła równie dobrze trwać godzinę, dzień lub nawet lata czasu rzeczywistego. Rozważania na ten temat przerwał jednak pogodny, męski głos dobiegający zza jego pleców.

— Witam, panie Carter.
— Mam wrażenie, że moje popołudniowe plany są już nieaktualne — warknął w odpowiedzi, nie odwracając się w kierunku skąd dobiegał głos.
— Mam dla pana ofertę — wysoki mężczyzna, ubrany w doskonale skrojony garnitur, swobodnym krokiem przeszedł do przodu i oparł się rękoma o barierkę tarasu. Sprawiał wrażenie, jakby bardziej interesował go widok w dole, niż osoba jego rozmówcy.
— Ofertę nie do odrzucenia jak sądzę?
— Panie Carter, rozumiem, że może być pan nieco zdezorientowany. Z tego co mi wiadomo, został pan przechwycony w chwili przelewania pana do nowej powłoki na Archimedesie…
— Do rzeczy! Taka przejażdżka nie należy do przyjemności i szczerze mówiąc, rozmowa z tobą też mnie jak na razie szczególnie nie bawi. Może więc darujesz sobie ten wstęp i powiesz mi o co chodzi?
— Jak widzę, pogłoski na temat pańskiego trudnego charakteru pokrywają się z rzeczywistością… Panie Carter, znajdujemy się w tej chwili na stacji orbitalnej Elman, umieszczonej na orbicie geostacjonarnej Edenu… — obcy zawiesił głos odwracając się w stronę swojego rozmówcy. Zaskoczenie przez ułamek sekundy zagościło na twarzy Cartera, szybko jednak zniknęło pod maską chłodnej obojętności. Nieznajomemu udało się wychwycić ten moment zmieszania i uśmiechnął się, najwyraźniej dumny ze swojego małego osiągnięcia. — Jak pan zapewne zdaje sobie sprawę, zadaliśmy sobie spory trud, żeby ściągnąć pana z drugiego końca galaktyki w to cudowne miejsce. — Mówiąc to wykonał gest ręką, jakby chciał pokazać, że wygenerowany przez komputer widok wokół rzeczywiście ukazuje Eden. — Pańska, hmm… przeszłość, jest mi dobrze znana i jestem przekonany, że jego doświadczenie będzie niezwykle pomocne w rozwiązaniu pewnego delikatnego problemu. Niestety, nie mogę panu wyjawić w tej chwili szczegółów zlecenia. Mogę jedynie powiedzieć, że został pan tu sprowadzony z powodów ściśle związanych z bardzo ważną osobistością Edenu.

W miarę jak nieznajomy mówił, w Carterze rosło przeczucie, że nie będzie to typowa robota jakich się ostatnio podejmował. Po pierwsze, sam fakt przechwycenia go, bądź co bądź, z dobrze chronionej kliniki na Archimedesie, świadczył o tym, że zleceniodawca nie przebiera w środkach. Wei brał kiedyś udział w przygotowywaniu podobnego przejęcia i doskonale zdawał sobie sprawę, że przeprowadzenie takiej operacji jest niezwykle skomplikowane, kosztowne i oczywiście nielegalne. Samo dotarcie do odpowiednich ludzi zajęło mu wtedy ponad miesiąc czasu, a mimo ogromnego wysiłku włożonego w akcję i tak nie udało się wszystkiego przeprowadzić zgodnie z planem. Po drugie, to że wylądował na tym osobliwym, odizolowanym od reszty Galaktyki świecie, wskazywałoby, że tą ważną osobistością z Edenu jest ktoś z otoczenia samego Papieża. Zapewne nikt inny nie dysponowałby tutaj odpowiednimi pieniędzmi i wpływami, aby przeprowadzić taką operację. Choć oficjalnie Eden był Ziemią Obiecaną dla chrześcijan, to nie jest on miejscem, w którym chciałby się z własnej woli znaleźć ktokolwiek, kogo Wei miał okazję poznać w czasie swojego długiego życia.

— Słuchaj koleś, daruj sobie te podchody. Obaj wiemy, że choćbym bardzo chciał, to w tej chwili nie mam wyboru. Ktoś napracował się, żeby mnie tu ściągnąć bez uprzedzenia i nie sądzę, żeby ten ktoś lubił gdy mu się odmawia. Przyjmijmy więc na razie, że jestem zainteresowany tym co nazywasz ofertą. — Głos Cartera był lodowaty, a spojrzenie dawało znać, że Wei nie jest w nastroju do pogawędki.
— Dobrze. Obaj jesteśmy profesjonalistami i faktycznie możemy od razu przejść do rzeczy. — Nieznajomy zdawał się ignorować groźne spojrzenie Cartera. Na jego twarzy za to pojawił się szeroki uśmiech, który jednak z radością nie miał nic wspólnego. — Zatem zapraszam na dół. Muszę jednak pana uprzedzić, że na Edenie obowiązują ścisłe zasady. Dokładniej rzecz ujmując, posiadanie stosu korowego czy jakichkolwiek modyfikacji neurosystemu, jest tam surowo zabronione. Oficjalnie nikt tam czegoś takiego nie ma. Postarałem się jednak przygotować dla pana odpowiednią powłokę z najnowszym okablowaniem prosto od Aidemo. Myślę że będzie pan zadowolony.

Świat wokół zaczął się rozmywać.

— Zadowolony, a jakże! — Aidemo reprezentowała klasę samą w sobie, a jeśli rzeczywiście naszpikowana jest najnowszym wyposażeniem, to dla Cartera zwiastowało to nie lada atrakcje. Mimo, że sytuacja w której znalazł się Wei, wcale mu się nie podobała, to miał jednocześnie wrażenie że czeka go coś nowego, co może okazać się miłą odmianą od tego czym się ostatnio zajmował.

• • •

Eden, planeta będąca prawdziwym rezerwatem osobliwości – niegościnna, hermetyczna, zacofana. Na dodatek wszystko to z wyboru. Dziewięćdziesiąt procent ludzkości nawet nie ma pojęcia, że ten świat w ogóle istnieje, a większość pozostałych dziesięciu procent jest przekonana, że to tylko legenda, wymysł chorej wyobraźni neurotyka. Według standardów Unii to zwykła zapadła dziura, nawet korporacje nie mają czego tu szukać. Jednak ktoś z obywateli tego galaktycznego trzeciego świata, miał dość wpływów i pieniędzy, a co istotniejsze miał też powód, żeby ściągnąć tu Cartera. Jako, że Wei nie należał do ludzi, których pod byle pretekstem można sobie sprowadzić jednym skinieniem palca,ktoś musiał pociągnąć za niejeden sznurek, żeby go tu przesłano i to na dodatek w taki sposób. Carter zamiast trafić do nowej, świeżo zamówionej powłoki na Archimedesie, ocknął się w wirtualu na jedynej stacji orbitalnej Edenu – planecie niemal z drugiego krańca zamieszkałej Galaktyki. Świecie, gdzie prawdopodobnie najwyżej trzy osoby mogły sobie pozwolić na przechwycenie go w taki sposób, a to mogło dla Wei oznaczać tylko jedno – kłopoty.

Niezłe...

Fajnie się zapowiada. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

Ciąg dalszy na pewno będzie  

Ciąg dalszy na pewno będzie   Pomysłów jest mnóstwo, choć niestety z czasem trochę gorzej. Mam jednak nadzieję że ten blog pomoże mi w regularnym „tworzeniu”.
Konstruktywna krytyka mile widziana.

Zaczyna się interesująco

idę do drugiej części  

Ps: Wei?

generatory imion spisują się bardzo dobrze

„Wei”?
Złe?   Według mnie generatory imion spisują się bardzo dobrze  

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
Image CAPTCHA
Przepisz tekst widoczny na obrazku.