Demony przeszłości – fragment
Nastoletnia dziewczyna bez pośpiechu idzie brukowanym chodnikiem jednej z Toruńskich ulic starego miasta. Mija gotycką katedrę św. Janów majestatycznie górującą nad okolicą. Strzeliste mury zsyłają przechodniom kojący cień, chroniąc ich przed gorącem sierpniowego dnia. Nastolatka zapatrzona w korony wiekowych dębów rosnących wzdłuż świątyni, nie zwraca uwagi na to, co dzieje się wokół. Alicja podąża za nią krok w krok, nie spuszczając z oka.
Czerwone glany nieznajomej kontrastują ze zdecydowanie zbyt krótką, plisowaną spódniczką w kratę. Brutalnie skrócony nożyczkami biały T-shirt z jakimś wulgarnym napisem eksponuje nagi pępek. Tu i ówdzie artystyczna dziura, zapewne również wykonana domowym sposobem, odsłania koronkowy biustonosz podtrzymujący kusząco krągłe piersi. Obrazu dopełnia szopa skołtunionych blond włosów, poprzetykanych czerwonymi i zielonymi pasemkami.
Alicja przygląda się śledzonej z ciekawością. Sylwetka, ubiór, chód – wszystko to wydaje się dziwnie znane. W napięciu czeka, aż będzie mogła zobaczyć twarz dziewczyny w nadziei, że ją rozpozna. Nagle młoda gniewna znika w bramie starej kamienicy. W Alicji budzi się niepokój, jakby przeczuwała, że zaraz wydarzy się coś złego. Przyspiesza kroku, by dogonić nastolatkę. Dzieliło je zaledwie kilka metrów, jednak pokonanie tego krótkiego odcinka zdaje się trwać wieczność. Początkowe zdenerwowanie, nie wiedzieć czemu, przeradza się w panikę. Serce Alicji zaczyna łomotać, rozsadzając pierś. W uszach szumi krew, pot spływa po plecach, a dystans do bramy, w której zniknęła młoda, nie zmniejsza się.
W końcu, zdyszana, ogarnięta paniką, dociera do celu. Staje w ciemnym przesmyku sparaliżowana. Nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu, patrzy jak dwóch mężczyzn zbliża się do przestraszonej dziewczyny. Jeden podchodzi od przodu, grożąc wyciągniętym przed siebie nożem. Paskudna blizna na twarzy i podwórkowa kosa w ręce komicznie kontrastują z dobrze skrojonym garniturem i ciężkim markowym zegarkiem. Drugi, zwykły dresiarz, zachodzi ofiarę od tyłu, trzymając w ręce foliową reklamówkę. Osaczona najwyraźniej nie wie, że ktoś jest za nią. Odwraca się, by uciec, ale piękniś z nożem sprawnie chwyta ją za rękę.
Alicja widzi twarz nastolatki. Pod ciemnym makijażem, za maską przerażenia, rozpoznaje siebie sprzed piętnastu laty. W mgnieniu oka dociera do niej to, co za chwilę się stanie. Zamierza rzucić się na pomoc, zgnoić zbirów, jak to robiła nie raz przez ostatnie dziesięć lat służby, ale nie może wykonać żadnego ruchu. Próbuje krzyknąć, jednak w gardle tkwi korek strachu. Z otwartych ust nie wydobywa się nawet szept. Choć sama trwa zamrożona w stop-klatce, to wydarzenia w zatęchłej bramie starej kamienicy biegną swoim rytmem, niezakłócone pojawieniem się niemego świadka.
Nastoletnia Alicja niezdarnie wierzga w żelaznym uchwycie nożownika. Odwraca się przodem do niego i zamiera wpatrzona w szare, pozbawione wyrazu oczy. Gdy partner dresiarz zbliża się do nich na wyciągnięcie ręki, twarz napastnika wykrzywia grymas dzikiej satysfakcji. Mętne ślepia pozostają bez wyrazu, jakby należały do kogoś innego. Dziewczyna stoi niezdolna choćby drgnąć, gdy żul sprawnym ruchem bladej łapy zarzuca jej torbę na głowę, ściągając jednocześnie do tyłu.
Dorosła Alicja dusi się razem ze swoim nieletnim sobowtórem. Jak ryba bezradnie otwiera i zamyka usta, próbując złapać odrobinę powietrza. Odzyskuje władzę w rękach, tylko po to, by mogła nimi bezładnie miotać w próbie zerwania z twarzy niewidzialnej zasłony. Nogi przyrastają jej do ziemi. Nagle po nerkach rozlewa się dojmujący ból, gdy jeden ze zbirów zmiękcza młodą dziewczynę, by ta przestała się szamotać. Zaraz potem spadają kolejne ciosy, wszystkie zadawane z sadystyczną precyzją w najbardziej wrażliwe miejsca. Nastolatka szybko traci przytomność, osuwając się w zbawienny stan nieświadomości. Napastnicy widząc, że ich ofiara przestała sprawiać opór, pozwalają jej ciału bezwładnie opaść na ziemię. Dresiarz brutalnie ściąga worek z głowy pobitej wyrywając przy tym włosy. Dorosła Alicja odczuwa to tak, jakby to jej ciało było maltretowane. Uderzenie o bruk, szarpnięcie włosów, wszystko wywołuje dojmujące fale bólu. Powoli zaczyna osuwać się w niebyt, dopiero gdy oprychy przeczesują rękami zmierzwione włosy i poprawiają ubrania. Gdy wreszcie sygnały z potłuczonego ciała słabną, a wzrok stopniowo zasnuwa mgła, Alicja dostrzega trzecią postać, dotąd skrytą w cieniu obok. Łysiejący mężczyzna ze szpiczastym nosem ubrany w letni garnitur podchodzi do leżącej dziewczyny. Bladym językiem nerwowo oblizuje upiornie czerwone, drobne usta. Pochyla się i z autentyczną czułością głaszcze ją po twarzy. Alicja nic już nie widzi, jednak czuje na policzku jego zimną i mokrą od potu rękę. Świat wokół przestaje istnieć.
Dodaj nowy komentarz