Czy język polski w szkole nadal jest obowiązkowy?
Tytuł może wydawać się śmieszny, ale ja czasami mam co do tego zagadnienia pewne wątpliwości. Oczywiście nie uważam siebie za językowego guru (prawdę mówiąc przecinkologię traktuję dość swobodnie) i zawsze zżymałem się na dziwaczne zasady ortografii, to jednak pewne poszanowanie dla mowy ojczystej mam.
Staram się więc wysławiać poprawnie, wyraźnie i zrozumiale – wbrew pozorom, to często bardzo pomaga w komunikacji . Skręca mnie gdy słyszę piencet zamiast pięćset, czysta zamiast trzysta itp. To jednak są drobiazgi, bo chyba w słowie mówionym trudniej popełnić błędy podobne do tych, które były inspiracją do stworzenia niniejszego wpisu. Błędy, które możecie podziwiać na własne oczy (tekst pochodzi ze strony „o mnie” pewnego allegrowicza):
INFORMOJE ZE JEST MOZLIWOSC ZE MNA KONWERSACJI NA KAZDY TEMAT DOTYCZACY PRZEDMIOTU KTORY WYSTAWIŁEM NA AUKCJI
KAZDY PRZEDMIOT UBEZPIECZAM ZE BY KUPUJACY DOSTAŁ TOWAR PROSTA DO RĄK WŁASNYCH.
JAKIE KOLWIEK PYTANIA PROSZE PISAC NA MEILA…
Słów brak i opad rąk. Żona w pierwszej chwili zaczęła usprawiedliwiać, że to może jakieś dziecko pisało, ale z drugiej strony, czy dziecko zna takie słowa jak „konwersacja” czy zwrot „do rąk własnych”? Konto użytkownika nie zostało oznaczone magicznym symbolem „Junior” więc zakładam, że mamy jednak do czynienia z dorosłym. Dobra, ktoś powie, allegro to plac zabaw dla dzieci neostrady itp itd. Polemizować na ten temat nie będę, bo smutna prawda jest taka, że pewna kultura komunikacji chyba dawno odeszła w zapomnienie.
Przez mój ekran przewija się czasem korespondencja od osób piszących do naszej firmy. Czy to w sprawie zamówień, oferty czy problemów technicznych – nie ma to znaczenia. Przerażająca większość wiadomości wygląda podobnie do tego co zacytowałem wyżej. Niepojęty jest dla mnie jednak fakt, że oprócz fatalnego języka, piszącym często brak podstawowych manier i najwyraźniej obce są im elementarne zasady pisania korespondencji.
Niewielka liczba maili zaczyna się od kulturalnego powitania, to jednak drobiazg, bo prawdziwą zmorą są osoby, które nie dość, że mają poważne problemy z wyartykułowaniem własnych potrzeb, to jeszcze nie potrafią się podpisać. Najwyraźniej uważają grzecznościowe „Pozdrawiam, Jan Kowalski” za niepotrzebny wysiłek. Co się czepiasz, ktoś mógłby zapytać. Ano czepiam się dlatego, że dość często się zdarza, że pytający chce się dowiedzieć czegoś o swoim zamówieniu lub nawiązuje do korespondencji sprzed pół roku. Trudno jest jednak zorientować się o jakie zamówienie chodzi lub na co powołuje się piszący, gdy jego e-mail wygląda tak:
cHCIALEM SIE DOWIEZDIEC O ZAMOWINIE
hCE zAMOWI JESZCZ RAZ TEN SAM PROJ. CO KIEDYŚ I ILE TO BEDZIE KOSZT. I CZY MOGE ODERAĆ GO PRZED WIKENDM
Serio, tak to czasami wygląda. Ani dzień dobry, ani do widzenia, ani całuj psa w nos. Nie wiadomo o jakie zamówienie chodzi, kim jest klient i co chce zamówić. Pół biedy, gdyby użył adresu e-mail takiego jak ten pod którym jest zarejestrowany w systemie, ale to też zdarza się tym nielicznym.
Ja już nie czepiam się braku umiejętności czytania ze zrozumieniem – to jest dramat sam w sobie. Z czasem człowiek przyzwyczaja się do tego, że w przypadku niektórych osób, musi w kółko powtarzać to samo, bo druga strona po prostu nie myśli o tym co czyta, czy słyszy. Zrozumienie tekstu pisanego, jako zagadnienie, pojawiło się w szkole chyba dość niedawno, jednak język polski był i chyba nadal jest, przedmiotem obowiązkowym od bardzo dawna. Na tych lekcjach zazwyczaj uczono jak poprawnie tworzyć zdania, z czego się one składają i jak posługiwać się zwrotami grzecznościowymi. Pamiętam nawet lekcję pisania listów! Najwyraźniej jednak dla przerażająco dużej części naszego społeczeństwa są to nauki kompletnie obce.
Często czytając korespondencję e-mailową zastanawiam się czy ci ludzie używają jakiegoś innego dialektu języka polskiego? Żona dzielnie stara się tłumaczyć to przyzwyczajeniem do pisania SMS-ów, gdzie brak polskich „ogonków” jest standardem, a wypowiedź skondensowana w 160 znakach – przymusem. Jeśli tak jest w istocie, to z przerażeniem patrzę w przyszłość, bowiem hodujemy sobie naród kompletnych analfabetów, w którym technologia, zamiast pomagać, ogłupia.
popieram
Przeczytałem cały wpis mimo ze na strone trafilem przypadkowo. O ile polskie znaki sam sobie czesto odpuszczam o tyle co do calej reszty zgadzam sie w 100 procentach! Pozdrawiam i zycze wytrwalosci!
Dodaj nowy komentarz