żona
Nasz poród w domu
W pewien wczesny majowy poranek, krótko po wschodzie słońca, obudził mnie szept Żony: Kochanie, nie chciałbyś pójść z nami na spacer? Z trudem otworzyłem zlepione snem oczy. Ujrzałem promienny uśmiech i wiedziałem, że To już. Dzisiaj urodzi się Oliwka.
Przygotowania do pododu w domu
Jakoś tak wyszło, że od samego początku, zgodnie i w naturalny sposób uważaliśmy z Żoną, że jeśli mamy rodzić, to tylko w domu. Liczba mnoga wcale nie jest tu eufemizmem. Chociaż sam akt wydalenia dziecka (jaj sobie nie robię, tak nazywa się to fachowo: wydalenie) jest ogromnym wysiłkiem ze strony kobiety, to jednak by wszystko odbyło się bez komplikacji, potrzebuje ona do tego poczucia bezpieczeństwa i wsparcia najbliższej osoby. Jeśli więc ktoś myśli o porodzie w domu, musi to być świadoma decyzja obojga rodziców. W przeciwnym razie są marne szanse na powodzenie.
Rodzić po ludzku, czyli w domu
Pięć kobiet odwiedzających Toruńską porodówkę w ramach „szkoły rodzenia” słyszy powitanie z ust ordynatora: O! Jest was pięć, zatem jedna z was urodzi przez cesarskie cięcie. Tak dla przełamania lodów. Później wcale nie jest lepiej.
Baba by się nie zatrzymała
Choć mieszkam w mieszkaniu (bardzo ładne i przyjemne – dziękuję) do lasu mam mniej niż sto metrów. Wystarczy przejść przez parking, sforsować osiedlowy szlaban, pokonać ulicę i jestem w zielonym, pachnącym lesie. Bardzo przyjemna okolica. A las, jak to las – idealny na spacery i nie tylko. Na „nie tylko” składają się między innymi poranne biegi, które praktykuje moja Żona, a ja jej w nich towarzyszę.
Kompatybilność płciowa czyli Trudne Pytania
Nie, to nie jest psychotest ani wynurzenia na temat różnic w psychice damsko męskiej. Żaden ze mnie Freud, ale chyba w życiu każdego człowieka pojawiają się „Trudne Pytania”. W ich obliczu, albo jesteś dobrym dyplomatą… albo masz przesrane